POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 11 (2392) z dnia 2003-03-15; s. 73-75

Kultura / Film

Zygmunt Kałużyński

Kosmos czyta w naszych myślach

Film „Solaris” Stevena Soderbergha jest drugą, po inscenizacji Andrieja Tarkowskiego z 1972 r., próbą przeniesienia na ekran powieści Stanisława Lema, która zrobiła międzynarodową karierę. Obydwie te ekranizacje wpisują się do oryginalnego trendu science fiction, który można określić jako wprowadzenie metafizyki do owego gatunku.

Science fiction z reguły zajmuje się podbojem kosmosu przez człowieka. Ale pojawiają się też pozycje, które próbują odpowiedzieć na pytanie, jak z kolei może reagować kosmos na ten najazd i w ogóle na istnienie w nim rodzaju ludzkiego? Jednym z pierwszych, który podjął ten temat, był Ray Bradbury jeszcze w latach 40. W jego noweli ośmiu kosmonautów ląduje na odkrytej przez nich planecie. Ku zdumieniu przybyłych wylegają na ich spotkanie ich drodzy zmarli! Rodzice nieżyjący od lat, małżonkowie, którzy ich opuścili, dzieci przedwcześnie odeszłe. A więc to tutaj przenoszą się najbliżsi zabrani przez śmierć! Następuje istna eksplozja radości, po czym każdy udaje się na kolację w odzyskanej rodzinie i układa się w znanym sobie łóżku. Jednak dowódca tknięty niepokojem podnosi się. „Dokąd to?” – pyta go głos ostro brzmiący. Nad ranem w miasteczku odbywa się pogrzeb: orszak najbliższych złamanych bólem odprowadza na cmentarz osiem trumien; ale zrywa się wiatr, ...