POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 15 (2700) z dnia 2009-04-11; s. 103-105

Świat

Marek Ostrowski

Kowboje trzymają się mocno

Obama, banki, kryzys – oczywiście. Jednak kowboj i wieś i tak pozostają ważną częścią amerykańskiej wyobraźni społecznej. Przynajmniej w Teksasie.

Przed świętami wielkanocnymi 20 tys. wolontariuszy, i to najróżniejszych – od menedżerów do pomywaczy – bierze urlop, by dobrowolnie i bez wynagrodzenia pomóc w urządzeniu pokazów bydła i rodeo w Houston. To największe widowisko na świecie – twierdzi Paul Somer-ville, prezes Zarządu Live Stock Show & Rodeo. W Teksasie wszystko jest największe.

Akurat w wypadku rodeo żadnej przesady nie ma. Wyobraźcie sobie widowisko, które corocznie ogląda ponad milion widzów (przez 20 wieczorów, a razem z wystawą bydła – prawie 2 mln). Houston chwali się, że wybudowało pierwszy w świecie stadion specjalnie dla rodeo – Reliant Stadium (chociaż grają tam też w amerykański futbol) na 70 tys. widzów, oczywiście z klimatyzacją. Dach jest przezroczysty i rozsuwany, ale przy rodeo zasunięty, gdyż u sufitu – na wysokości 20 pięter – zawiesza się nad areną automatyczne kamery, gigantyczne ekrany i głośniki, później wyjaśnię dlaczego. Trawa nie stwarza problemu, gdyż rośnie na paletach, które na czas rodeo się wywozi i zastępuje solidną gliną ...

Tagi

TeksaskowbojetradycjaUSA