POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 30 (2151) z dnia 1998-07-25; s. 22-24

Kraj

Janina Paradowska

Koza jest chora

- Balcerowicz chodź do chłopa, bo dostaniesz kopa - uprzejmie zapraszali wicepremiera manifestujący 10 lipca w Warszawie rolnicy. Wicepremier nie wyszedł, co odebrano jako szczyt arogancji władzy i chamstwa rządzących (określenia używane przez liderów PSL). Protestujący zachęcani przez takiego herosa chłopskich protestów jak Andrzej Lepper uznali więc, że należy zablokować Warszawę. Balcerowiczowi zostawili kozę.

Ruch w mieście został sparaliżowany na wiele godzin. W samej blokadzie Warszawy nie byłoby nic nadzwyczajnego. Stolica do protestów w ostatnich miesiącach przywykła. Bywały tygodnie, kiedy codziennie główne ulice przemierzały pochody niezadowolonych. Ceną mieszkania w stolicy są i takie niedogodności, a wolność zgromadzeń i manifestowania własnych poglądów jest jednym z podstawowych kanonów demokracji. Jednak wydarzenia z 10 lipca, a także to, co je poprzedziło i co nastąpiło po nich, są na tyle pouczające, że warto się im bliżej przyjrzeć.

Głównym organizatorem demonstracji był Krajowy Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, sprzymierzony z Solidarnością Rolników Indywidualnych (są dwie organizacje o tej nazwie i na dobrą sprawę niezbyt wiadomo, która jest prawowita, więc wyjaśnić wypada, że z kółkami sprzymierzył się pan Roman Wierzbicki; druga frakcja rolników indywidualnych w tym czasie zajmowała się wysypywaniem zboża z wagonów, co było jej akcją samodzielną) oraz z Samoobroną Andrzeja Leppera. Lepper, po kolejnych wyborczych klęskach, które sprawiły, że zajął się czasowo blokowaniem budowy rurociągu gazowego, ...