POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 27 (2200) z dnia 1999-07-03; s. 32-34

Świat

Artur Górski

Krajobraz po bitwie

Niespełna trzy miesiące wojny o Kosowo drogo kosztowały Jugosławię - albańskie wsie zostały spalone przez serbskie oddziały militarne, natomiast miasta całego kraju, drogi, mosty, lotniska, obiekty wojskowe i przemysłowe ucierpiały od NATO-wskich bomb i nawet liczenie strat potrwa jeszcze długo. Zachód oskarża Miloszevicia i uważa, że Jugosławia nie może liczyć na żadną pomoc w odbudowie dopóty, dopóki władza znajduje się w rękach obecnego prezydenta. Z kolei Belgrad liczy na wielomiliardowe odszkodowanie od krajów Sojuszu.

Szwajcarski pisarz i podróżnik Nicolas Bouvier w swej książce "Oswajanie świata" tak pisał o stolicy Jugosławii: "Belgrad przypominał ranę, która musi ropieć i cuchnąć, zanim się zagoi, a jego krew wydawała się dość krzepka, by wszystko zabliźnić". Słowa te, napisane w czasach rodzącej się titowskiej federacji, dziś, po wojnie Jugosławii z NATO, brzmią niemal jak proroctwo.

Stan Jugosławii po wojnie jest - używając terminologii lekarskiej - rzeczywiście ciężki. W gruzach legło kilkadziesiąt mostów, między innymi Varadin na Dunaju, a także Sloboda (Wolność) na tej samej rzece. Padł również most w Biljanovcu na największej rzece Kosowa, Ibar. Zniszczone zostały mosty kolejowe, m.in. na rzece Lim, łączący Priboj i Prijepolje, w okolicach elektrowni Bistrica. Celem wielu ataków lotniczych stały się szlaki kolejowe oraz dworce (zniszczono ich ponad 20). Nie istnieje praktycznie połączenie pomiędzy miastami Kraljevo i Kosovo Polje, a także szlak łączący Belgrad z Barem, czyli centralną Serbię z Czarnogórą. Nie dojedzie się ...