POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 102-103

Świat

Krystyna Lubelska

Krew, pot i luz

Rozmowa z Aleksandrą Pogorzelską, psychologiem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i triathlonistką, o tym, co sport może zabrać, a co dać

Krystyna Lubelska: – Skąd się wziął triathlon?

Aleksandra Pogorzelska: – Legenda powiada, że w 1978 r. na Hawajach spotkali się biegacz, rowerzysta oraz pływak i wspólnie postanowili połączyć te trzy konkurencje w jedną dziedzinę sportu. Tak powstał dystans Iron Man, który składa się z 3800 m pływania, 180 km jazdy rowerem oraz 42,195 km biegu. Postanowiłam uprawiać triathlon, kiedy obejrzałam w telewizji zawody Iron Mana odbywające się na Hawajach.

Takie zawody trwają od 8 do 16 godzin, co czyni z tej dyscypliny sport naprawdę ekstremalny. Spodobał mi się, zaimponował. Wcześniej od pięciu lat trenowałam piłkę ręczną. Triathlon wybrałam dopiero w wieku 16 lat. Nie umiałam wówczas pływać. Pływałam, jak to się mówi, po warszawsku – brzuchem po piasku. Nie miałam też do triathlonu ani specjalnego talentu, ani predyspozycji. Mam dość mocną konstrukcję fizyczną. Odziedziczyłam ją po tacie, który ćwiczył zapasy. Nie jestem więc zwiewna ani lekka, co pomaga przy bieganiu.

Przepraszam, ale czy nie mogła pani wybrać sportu, do którego miałaby pani więcej talentu? Moż...