POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 48 (2480) z dnia 2004-11-27; s. 66-68

Kultura / Reklamy telewizyjne

Krystyna Lubelska

Królestwo w proszku (do prania)

Na małym ekranie pojawia się coraz więcej reklam, a publiczność coraz częściej ich unika. Jak to się dzieje, że promocje zamiast zachęcać do kupna towarów, zniechęcają widownię do oglądania telewizji?

Telewizyjne reklamy jeszcze całkiem niedawno wywoływały wśród publiczności spore emocje i dyskusje, teraz budzą przede wszystkim znudzenie i zniecierpliwienie. Bloki reklamowe zdają się wlec w nieskończoność. W stacjach komercyjnych szczególnie irytuje przerywanie filmów, zwłaszcza że czyni się tak, aby przytrzymać przed ekranem jak najwięcej widzów. W rezultacie więc, między wyciągnięciem broni a padnięciem strzału – trafia się wielominutowy reklamowy przerywnik.

Telewizja, jak i inne media, wszędzie na świecie (poza nielicznymi wyjątkami, jak publiczna BBC) karmi się reklamą. Choć zdarzają się też kanały, typu Ale Kino! czy Europa, Europa, które nie emitują spotów podczas filmów, dbając o swój wizerunek propagatora tej dziedziny sztuki. Generalnie jednak anteny ogólnopolskie, a nawet mniejsze, takie jak TVN 7 czy TV 4, są szczególnie w porze największej oglądalności przeładowane reklamami.

Od 2001 r., kiedy to widz oglądał w telewizji 39 reklam dziennie, ich liczba stale rosła. Dwa lata później było ich 59, a w ...