POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 12 (2237) z dnia 2000-03-18; s. 36-41

Świat

Andrzej Zaucha

Kronika śmierci

Rosja: Uchodźcy z Czeczenii opowiadają o zbrodniach żołnierzy

– Najpierw postrzelili kota, siedzącego na poboczu drogi – opowiada Jachita Daudowa z Groznego, ocierając łzy. – Kot nie od razu zdechł. Wnętrzności wywaliły mu się na ziemię i wlókł je za sobą jeszcze kilkadziesiąt metrów. Gdy w końcu padł, mojemu ojcu pozostało zaledwie kilka minut życia.

Jachitę zobaczyłem na granicy Czeczenii i Inguszetii. 40-letnia kobieta stała obok posterunku rosyjskiego OMON, czyli specjalnych jednostek milicyjnych. Wypatrywała znajomych, którzy odważyli się wracać do swoich domów. Chciała poprosić o przekazanie wiadomości krewnym, którzy pilnowali jej domu na przedmieściach czeczeńskiej stolicy. I szukała kogoś, komu mogłaby opowiedzieć o tym, jak rosyjscy milicjanci zabili jej ojca.

Oni są gorsi niż faszyści – pokazała wzrokiem na omonowców, którzy uzbrojeni po zęby leniwie patrzyli na kręcących się wokół ludzi.

Kaukaz-1, tak nazywa się miejsce, gdzie spotkałem Jachitę. To jeden z głównych rosyjskich posterunków na granicy Czeczenii i Inguszetii. Pracuje tylko pięć godzin dziennie i w tym czasie przepuszcza kilkadziesiąt autobusów i mikrobusów, które wożą mieszkańców czeczeńskich wiosek i miasteczek do Inguszetii i z powrotem. Tutaj kupują żywność i przywożą wieści o życiu w strefie działań wojennych.

O godz. 14.00 rosyjscy milicjanci zamykają przejście. Posterunek zamiera. Tylko od czasu do czasu nad ...