POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 6 (2438) z dnia 2004-02-07; s. 56

Kultura / Afisz / W galerii

Kronikarka nieszczęść

++

Przekonywanie do sztuki Kathe Kollwitz jest jak namawianie do podróżowania polskimi kolejami regionalnymi: ani to przyjemne, ani ekscytujące. Ale może być ciekawym doświadczeniem życiowym. Ta urodzona w 1867 r. niemiecka artystka uprawiała rodzaj sztuki, do którego przez cały okres PRL próbowano nas na siłę przekonać: zaangażowaną, protestującą przeciw wojnie, niesprawiedliwości społecznej, nędzy. A przy tym realistyczną, z lekką domieszką symbolizmu i ekspresjonizmu. Nic więc dziwnego, że twórczość Kollwitz często uważa się za zapowiedź realizmu socjalistycznego. Jej prace zdecydowanie nie relaksują, nie prowokują, nie wytyczają nowych horyzontów. Cóż więc przemawia w ich obronie? Po pierwsze fakt, że stanowią ważne świadectwo pewnego fragmentu historii sztuki pierwszej połowy XX w., a twórczość Kollwitz omawiają wszystkie leksykony i słowniki współczesnej sztuki.

Po drugie, ich autentyczność, wewnętrzny żar, szczerość i siła osobistej wypowiedzi. Artystka straciła syna w pierwszej wojnie światowej, a wnuka – w drugiej. Trudno więc wątpić w szczerość jej bólu. Po trzecie wreszcie, wyśmienity warsztat, nienaganna ...

+++ świetne
++ dobre
+ średnie
– złe