POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 44 (2217) z dnia 1999-10-30; s. 91

Społeczeństwo

Grzegorz Dobiecki

Krótki serial: ekstradycja

Scenariusz ucieczki, a potem pojmania Maurice´a Papona, opisywany w codziennych doniesieniach, zasługuje na uwagę. Przede wszystkim dlatego, że nikt dotąd jasno nie odpowiedział we Francji na pytanie, jak to było w ogóle możliwe, by ten człowiek tak łatwo mógł był opuścić kraj, z którego nie wydostanie się w podobny sposób obywatel, zalegający choćby z niezapłaconymi mandatami?

Na pewno ostatni już Francuz, osądzony i skazany za współudział w zbrodniach przeciwko ludzkości, przed ubiegłorocznym wyrokiem sądu w Bordeaux (10 lat więzienia) spędził za kratami trzy dni. Trybunał opuścił jako wolny człowiek, bo takie prawo dała mu francuska procedura karna. Odwołał się bowiem od wyroku do instancji wyższej. Prawny wymóg był wszak jeden: w przeddzień rozprawy rewizyjnej przed Sądem Najwyższym (Cour de Cassation) skazany w pierwszej instancji odda się dobrowolnie w ręce władz penitencjarnych, czyli uda się do więzienia. Data wypadała na 20 października roku bieżącego.

Maurice Papon tego nie uczynił; wybrał - najzupełniej absurdalny - wariant ucieczki z Francji. Nie wiadomo, na co liczył. Teraz, jeśli jego zdrowie to zniesie, przyjdzie mu odsiedzieć jednak więcej niż trzy dni. Odcierpieć karę w jego mniemaniu niezasłużoną. W tej opinii na pewno nie utwierdzą go pospolici kryminaliści z więzienia w podparyskim Fresnes. Wyli i gwizdali, kiedy śmigłowiec z wydanym przez Szwajcarów sędziwym (90 rok życia) uciekinierem, do tego ponoć chorym, siadał na wewnętrznym dziedzińcu. Nawet tutejsi bandyci i ...