POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 3 (5) z dnia 2017-04-05; Niezbędnik Inteligenta. 1/2017. Wielkie post. Jak wyjść z kryzysu rzeczywistości; s. 60-63

Pola kryzysu

Edwin Bendyk

Kryzys postępu

„Chcieliśmy latających samochodów, mamy 140 znaki”. To najkrótsze, na miarę Twittera, podsumowanie wyparowywania wiary w postęp i to w najbardziej progresywnej sferze życia – technologii. Jeśli jego autor Peter Thiel, kalifornijski innowator i inwestor, ma rację i rzeczywiście wiara w postęp była złudzeniem, to czy istnieje jeszcze przyszłość?

Przypomnijmy sobie rok 1989. Symbolicznie rozpoczął się obradami Okrągłego Stołu w Polsce, zakończył w listopadzie obaleniem muru berlińskiego. W grudniu doszedł krwawy epilog: rewolucja w Rumunii zwieńczona egzekucją dyktatorskiej pary Nicolae i Eleny Ceaușescu. Komunizm jako alternatywa dla wolnorynkowego kapitalizmu i demokracji dokonał żywota. Eksperyment polegający na przyspieszeniu postępu metodą rewolucyjną, by dokonać zbiorowego skoku do krainy wolności, nie powiódł się. Tym samym historia się skończyła, stwierdził amerykański filozof Francis Fukuyama, odwołując się do myśli Alexandre’a Kojève’a, który z kolei był jednym z najgłośniejszych w XX w. interpretatorów dzieła Georga Wilhelma Friedricha Hegla.

Teza o końcu historii jest, by użyć współczesnego języka, jednym z najczęściej powtarzanych i wyśmiewanych memów czasów zmierzchu komunizmu. Podobnie jednak jak w przypadku innego memu, tego o globalnej wiosce, zaproponowanego przez Marshalla McLuhana, szyderstwo wynika z niedoczytania do końca oryginalnej argumentacji. W końcu historii nie chodzi o stwierdzenie, że wszystko, co można, zostało osiągnięte. Zostały natomiast osiągnięte cele oświecenia wyrażone najpełniej podczas rewolucji francuskiej, czyli zniesienie struktur formalnej dominacji. Liberalna demokracja, system oparty na równości i wolności jednostek, jest optymalnym sposobem organizacji politycznej. Z kolei liberalny, oparty na wolnym rynku, system gospodarczy jest optymalnym sposobem zaopatrywania ludzkich potrzeb.

Konflikt

Nie oznacza to jednak, że nie będzie wojen, że niemożliwy jest regres. I właśnie regresowi Francis Fukuyama poświęca dużo uwagi w książce „Ład polityczny i polityczny regres” (2015), drugim tomie monumentalnego opracowania o dziejach systemów politycznych. W tezie o końcu historii brzmi przekonanie, że nie warto podejmować wysiłków, by realizować na ziemi utopijne projekty ładu doskonałego. Ład optymalny, liberalna demokracja, stwarza warunki realizacji podstawowych postulatów oświecenia: poszerzania pola autonomii i wolności we wszystkich wymiarach: politycznym, społecznym, epistemologicznym (wolność rozwoju wiedzy i kultury) i gospodarczym. Faktyczna realizacja tych postulatów zależy jednak od rzeczywistego procesu społecznego, polegającego na napięciu między poszerzaniem się sfery racjonalności (wyrazem tego procesu jest postęp naukowo-techniczny i rozwój gospodarczy) a naturalnym dla człowieka dążeniem do uznania.

O ile rozwój sfery racjonalności może prowadzić do procesów społecznych, których efektem są nieznane wcześniej formy opresji i podporządkowania, to walka o uznanie mobilizuje poddanych opresji do działania i politycznej korekty systemu. Tak stało się w epoce przemysłowej. Na skutek postępu naukowo-technicznego rozwinął się kapitalizm przemysłowy, a wraz z nim nowa siła społeczna – klasa robotnicza. To ich kondycji poświęcił swe analizy Karol Marks, uznając, że jedynym sposobem trwałego wyzwolenia pracowników najemnych z sytuacji wyzysku przez kapitał jest zniesienie własności prywatnej, uspołecznienie środków produkcji. Wraz z nadejściem komunizmu nastąpić miał prawdziwy koniec historii.

W wizji Fukuyamy liberalna demokracja, oparta na wspomnianych dwóch znajdujących się w napięciu czynnikach, jest najlepszym sposobem ciągłego odnawiania projektu i negocjowania warunków równowagi między ścierającymi się różnymi wolnościami. Wielką korektą okazał się właśnie rok 1989, kiedy walka o uznanie ludów Europy Środkowej i Wschodniej doprowadziła do obalenia komunistycznych dyktatur i poszerzenia pola wolności potencjalnie na cały już świat. Triumf polityczny systemu liberalno-demokratycznego przesłonił zniuansowaną interpretację tezy o końcu historii, zachęcając do uproszczenia: w wymiarze politycznym wszystko zostało już osiągnięte, tę sferę można oddać profesjonalistom, a skoncentrować się na poszerzaniu pola racjonalności – postępie naukowym, rozwoju nowych technologii i wzroście gospodarczym.

Tak się złożyło, że w tym samym czasie, gdy upadał komunizm, rodziły się dwie przełomowe technologie końca XX w.: WWW, czyli globalna pajęczyna czyniąca z internetu infrastrukturę powszechnej komunikacji, oraz cyfrowa telefonia komórkowa. W 1995 r. wybuchła internetowa gorączka złota zapowiadająca narodziny nowej gospodarki. Już w 1999 r. ukazał się „The Long Boom”, w którym Peter Schwartz, Peter Leyden i Joel Hyatt zapowiedzieli nie tylko nadejście nowych form biznesu, ale także nową teorię ekonomiczną na czasy gospodarki sieciowej i cyfrowej, w której prawo malejących przychodów miało ustąpić przed prawem rosnących przychodów. Oznaczałoby ono, że niematerialna gospodarka cyfrowa może rosnąć bez końca. Tę pogodną wizję przyszłości zakłóciło pęknięcie internetowej bańki i krach giełdowy w marcu 2000 r.

Spektakularna – mierząc rozmiarami finansowej katastrofy (w ciągu miesiąca z giełdy wyparował bilion dolarów) – końcówka „ryczących lat 90.”, jak ją nazwał w swej książce ekonomiczny noblista Joseph Stiglitz, przypomniała, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]