POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 40 (3130) z dnia 2017-10-04; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Róża Thun

Róża Thun

Kto buduje, kto niszczy

Jakże często, zwłaszcza teraz za władzy PiS, słyszymy: „Co ta Bruksela znowu wymyśliła” albo „Unia nam narzuca”. Ale polski rząd i europosłowie też biorą udział w pracach, negocjacjach i decyzjach Unii. Czy robią to dobrze?

Głośny od jakiegoś czasu jest temat różnej jakości produktów. To znaczy, nareszcie udaje nam się przebić z żądaniem doprowadzenia w Unii Europejskiej do sytuacji, w której ta sama marka w tym samym opakowaniu będzie sprzedawała wszędzie to samo. Każdy zna sławetną „chemię z Niemiec”, czyli np. proszki do prania niby te same, a jednak inne, bo przywiezione prosto z Niemiec, nie kupowane w Polskich sieciówkach i wg oceny użytkowników – lepsze. Innym znanym przykładem jest krem czekoladowy, który w krajach zachodnich jest bardziej kremowy niż w naszej części Europy, ciasteczka, które tam zawierają masło, a na nasz rynek olej palmowy itp. Aby prawo europejskie zmienić, poprawić, uwspólnotowić, Komisja Europejska musi przygotować propozycję, która jest przekazywana do Rady, gdzie spotykają się ministrowie odpowiedniego resortu z 28 krajów albo osoby z nimi współpracujące, oraz do Parlamentu Europejskiego, gdzie trafia do odpowiedniej komisji i tam pracują nad nią europosłowie.

Negocjacje między tymi instytucjami często są bardzo trudne i żmudne. Szkopuł polega na tym, że ci, których dane prawo w życiu codziennym będzie dotyczyło, mogą dokładnie sprawdzić, jakie poprawki nanosił który europoseł i jak głosowała europosłanka, ale normalny śmiertelnik nie ma informacji o tym, co robią ich przedstawiciele w Radzie. Poza doniesieniami medialnymi, a te są albo udzielane na konferencjach prasowych przez ministrów, albo wyrywane „po znajomości” od uczestników obrad i przekazywane dalej, bardzo trudno dowiedzieć się, czy rząd rzeczywiście jest aktywny, skuteczny i czy reprezentuje oczekiwania swoich obywateli. Często nie wiemy, jak argumentują i jak głosują nad zaproponowanymi rozwiązaniami nasi wysłannicy z Polski, jakiego szczebla są to wysłannicy, czy minister uczestniczy osobiście czy tylko jacyś zastępcy?

Wróćmy do produktów różnej jakości. Minister Krzysztof Jurgiel, którego nie udało się ostatnio opozycji odwołać z fatalnie pełnionej funkcji, bo większość posłów PiS uznała jego wybitność, nie widzi problemu w tym, że produkty trafiające na nasz rynek są często gorszej jakości, i nie walczy w Radzie z tą praktyką. Ostatecznie zgodził się przyłączyć do wniosku, aby Komisja Europejska zajęła się tą sprawą. Wątpię, żeby konsumenci zgadzali się z tak bierną pozycją swojego ministra.

Ale nie dość, że rząd nie walczy o te same standardy produktów dla swoich obywateli, to nie jest aktywny w zabieganiu o znoszenie barier, które uniemożliwiają, także mieszkańcom Polski, zakupienie w sieci wielu towarów z zagranicy, na które mieliby ochotę. Ten proceder nazywa się: geoblokowanie. Kto z nas nigdy nie otrzymał komunikatu: niedostępne w twoim kraju, albo: do twojego kraju nie dostarczamy, albo nie odrzucono mu płatności, bo karta nie jest z kraju akceptowanego przez sprzedawcę?

Powoli wszyscy godzą się z tym, że mamy ograniczenia terytorialne dotyczące materiałów audiowizualnych, bo prawa autorskie, bo licencje wykupione są tylko na niektóre kraje. Czyli trzeba wykonać tysiąc sztuczek (po części nielegalnych), żeby zobaczyć film, mecz i koncert, na którym nam zależy, a który akurat w Polsce nie jest dostępny. Często cytowane zdanie Bronisława Geremka, podkreślające potrzebę wzmocnienia tożsamości europejskiej i świadomości obywateli o korzyściach wypływających ze zjednoczenia: „Stworzyliśmy Europę, teraz jeszcze trzeba stworzyć Europejczyków” – staje się abstrakcyjne. Zwłaszcza jeśli będziemy się zgadzać na dyskryminowanie obywateli, odmawianie im dostępu do wiadomości z różnych części ich kontynentu, do dóbr kultury, rozrywki, jak i produktów, które chcą zakupić.

Wiele pracy będzie wymagać opracowanie nowego modelu biznesowego umożliwiającego oglądanie programów telewizyjnych i filmów (odpłatnie!) z krajów własnego wyboru, więc zdecydowaliśmy się w Parlamencie Europejskim na małe kroki: najpierw zaproponujmy potencjalnym nabywcom na wspólnym europejskim rynku nieograniczony dostęp do zakupu produktów fizycznych oraz gier komputerowych, muzyki, oprogramowania i e-booków. I już tu trafiamy na mur, bo przedstawiciele wielu krajów w Radzie stają po stronie przedsiębiorców czerpiących zyski z Europy podzielonej, z Europy, gdzie wysyła się różne produkty na różne rynki, nadaje się im różną cenę, a obywatelom odmawia się wyboru. Dziwi, że i polski rząd – tą sprawą zajmuje się resort ministra Morawieckiego – nie zabiega o to, aby Polacy nie byli dyskryminowani w sieci, i jest w grupie blokującej znoszenie barier. Tak jak dziwiła negatywna reakcja minister Streżyńskiej na zniesienie dodatkowych opłat za roaming. Teraz pracujemy nad zmniejszeniem cen za rozmowy zagraniczne, czy ktokolwiek wie, jak pani minister walczy o swoich obywateli w Radzie?

Bardzo nam brakuje europejskiej przestrzeni ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]