POLITYKA

środa, 26 września 2018

Polityka - nr 5 (3146) z dnia 2018-01-31; s. 32-34

Społeczeństwo

Mirosław Pęczak

Kto im dał skrzydła?

W ostatnich latach mamy prawdziwy wysyp pomysłów na manifestowanie uczuć patriotycznych. Dość nieoczekiwanie na czoło tej symbolicznej ofensywy wysuwa się motyw husarii.

Właściwie nie ma się co dziwić, ciężkozbrojni jeźdźcy z piórami na plecach to coś nader malowniczego, a poza tym oryginalnie polskiego, no i wzbudzającego respekt. Przypomnijmy sobie choćby ten kanoniczny opis:

„Spojrzymy: husaria już rozpuściła konie. Boże, co za impet! Wpadli w dym... znikli (...). Aż zagrzmiało coś i dźwięk się uczynił, jakby w tysiącu kuźni kowale młotami bili. Spojrzymy: Jezus Maria! Elektorscy mostem już leżą jako żyto, przez które burza przejdzie, a oni już hen za nimi! jeno proporce migocą! Idą na Szwedów! Uderzyli na rajtarię – rajtaria mostem! Uderzyli na drugi regiment – mostem! (...) Wszystko pierzcha, wszystko się wali, rozstępuje, idą jakby ulicą... bez mała przez całą armię już przeszli! Zderzą się z pułkiem konnej gwardii, wśród którego Carolus stoi... i gwardię jakoby wicher rozegnał!”.

Tyle Sienkiewicz w „Potopie”. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że sienkiewiczowski opis szarży husarskiej pozostaje li tylko obrazkiem zamierzchłych dziejów polskiego oręża. Otóż bynajmniej. W październiku zeszłego roku w Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej minister Antoni Macierewicz, aktualizując przesłanie autora Trylogii, mówił, że „naród polski działa zgodnie z zasadą słomianego ognia”, zaś ów ogień „jest krótkotrwały, ale nieprawdopodobnie silny – tak, jak silnym było uderzanie najnowocześniejszej i najskuteczniejszej broni, która Polsce dała 150 lat dominacji na teatrze bitewnym w całej Europie – husarii. Jej pierwsze uderzenie było nie do odparcia”.

Zafascynowany husarią jako depozytariuszką słomianego ognia minister powtórzył te słowa w grudniu na zjeździe Klubów Gazety Polskiej. Notabene były już minister zwykł był często traktować husarię w charakterze poręcznej metafory, czy to wskazując, że Wojska Obrony Terytorialnej mają być spadkobiercą zarówno żołnierzy wyklętych, jak i husarii właśnie, czy to porównując do husarii współczesne polskie lotnictwo wojskowe, wciąż daremnie wyczekujące na dostawę nowych śmigłowców. Nic dziwnego, że na jednej ze swoich okładek tygodnik „Do Rzeczy” uwiecznił Macierewicza jako husarza broniącego chrześcijańskiej Europy.

Antoni Macierewicz nie jest rzecz jasna osamotniony w swojej husarskiej zapalczywości, eksponowanej na politycznej scenie. W listopadzie odbyła się zaszczycona przez wicepremiera Morawieckiego, a zorganizowana przez Fundację Reduta Dobrego Imienia, konferencja „Support Poland! Wspieraj Polskę!”, poświęcona walce ze szkalującymi nasz kraj informacjami podawanymi przez zagraniczne media. Prezes Fundacji Mira Wszelaka opowiadała potem w radiu, że w tym celu uruchomiono dostosowaną do urządzeń mobilnych aplikację internetową „Rycerz”, dzięki czemu powstanie kilkumilionowa sieć wolontariuszy-patriotów zgłaszających za pomocą swoich smartfonów oszczerstwa. Prezes Wszelaka nazwała ową sieć „współczesną internetową husarią” i objaśniła: „Można powiedzieć, że stąd nazwa aplikacji »Rycerz«. Takie działanie na zasadzie dobrze zorganizowanego pospolitego ruszenia jest bardzo ważne. Nie mamy jeszcze na koncie ani jednej sprawy, którą wygraliśmy. Dzieje się tak, ponieważ polskie sądy są opieszałe. Problem »polskich obozów koncentracyjnych« to efekt polityki Niemiec, które chciały wybielić swój udział w II wojnie światowej”.

Szarża smoleńska

Husaria jest też jak najbardziej żywą inspiracją dla coraz liczniejszych grup rekonstrukcji historycznych. Te największe i najstarsze zajmujące się „odtwarzaniem husarii” pochodzą z Zawiercia, Gniewu, Sandomierza i Ogrodzieńca, ale jest jeszcze Warszawa i Śląsk, a od niedawna także Kraków i Białystok. Na stronach internetowych nasi współcześni husarze deklarują się nie tylko jako patrioci, ale także jako kontynuatorzy tradycji staroszlacheckich – na zdjęciach pozują w kontuszach, polski strój szlachecki zdaje się też obowiązywać na ceremoniach ślubnych, balach czy innych szczególnie uroczystych przyjęciach. Od razu przekonujemy się, że dzisiejsi husarze nie są li tylko przebierańcami, bo bycie husarzem-patriotą jest dla nich ważnym elementem osobistej tożsamości.

Współczesna polska zrekonstruowana husaria chętnie bierze udział w inscenizacjach bitewnych. Nie udało się co prawda w naturalnej scenerii odtworzyć bitwy pod Kircholmem, ale do dziś wspomina się pokaz odtworzeniowy urządzony na 400-lecie bitwy pod Kłuszynem w kwietniu 2010 r. Mocno niefortunny okazał się, niestety, termin rekonstrukcji bitwy, bo zorganizowano ów show tuż po katastrofie smoleńskiej. Ale że wcześniej patronatem objął imprezę śp. prezydent Lech Kaczyński, to mimo wycofania się części sponsorów jednak się odbyła i – jak relacjonowali organizatorzy – „było to wydarzenie dziejowe z największą liczbą husarzy współcześnie, z najbardziej niezwykłymi szarżami i paroma setkami odtwórców z Białorusi, Czech (Moraw), Polski, Rosji, Ukrainy i USA”.

Husarscy rekonstruktorzy mają zatem kontakty międzynarodowe i chętnie je kultywują nie tylko na polach bitewnych. Z przyjacielskimi wizytami jeżdżą do Budapesztu, Siedmiogrodu, a nawet do Smoleńska, gdzie w 2011 r. wespół z Rosjanami uczcili 400. rocznicę przesławnego oblężenia. W późniejszych relacjach podkreślano wzajemne zrozumienie i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]