POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 51 (2276) z dnia 2000-12-16; s. 18

Wydarzenia

Bianka Mikołajewska

Kto tak pięknie gra?

Bankowi Częstochowa grozi upadek

Kryzys w Banku Częstochowa (którego akcjonariuszem jest m.in. Skarb Państwa) wybuchł nagle, ale dojrzewał od dawna. Finał nastąpi niebawem, na razie bank jest niewypłacalny, a przed zamkniętymi na głucho drzwiami złorzeczą zdesperowani klienci. Kłopoty spiętrzyły się w momencie, kiedy akcjami banku zaczęto rozgrywać dziwny mecz. Wszystko toczyło się na styku prywatny biznes–publiczne pieniądze. A w tle politycy SLD i PSL. Stracił bank, jego klienci i podatnicy. Kto zyskał?

Zaczęło się na początku roku, kiedy inwestorem strategicznym częstochowskiego banku zapragnął zostać Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – instytucja budżetowa powołana do zupełnie innych zadań niż gra w akcje. Fundusz kupił 228 tys. akcji BCz płacąc po 33,60 zł za jedną, chociaż ich cena giełdowa wynosiła wtedy 26 zł. Przepłacono więc prawie 2 mln zł. Transakcję zawarto z grupą kapitałową zorganizowaną przez biznesmena Wiesława Mazura, członka rady nadzorczej banku i prezesa firmy Polish Leasing Company Leasco SA.

Wycofania się WFOŚiGW z interesu zażądał wtedy marszałek województwa łódzkiego Waldemar Matusewicz (SLD). To rozwścieczyło Andrzeja Pęczaka, szefa SLD w Łódzkiem, który uważany jest za inspiratora transakcji. Jego ludzie rozgłaszają, że za działaniem Matusewicza stoi Bank Przemysłowy.

Zakup większościowego pakietu akcji „jakiegoś niewielkiego banku” miał, zdaniem Marka Kubiaka, prezesa WFOŚiGW w Łodzi, umożliwić funduszowi wykorzystanie sieci jego placówek, a tym samym zwiększenie dostępu klientów do udzielanych przez fundusz dopłat i ...