POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 16 (2294) z dnia 2001-04-21; s. 63-64

Gospodarka

Janusz Lewandowski

Kto tak smętnie gra

Zamiast być nerwem gospodarki giełda roznosi międzynarodową nerwicę

Giełda istnieje w Polsce 10 lat. Ale trudno sobie wyobrazić gorszy moment do świętowania. Od blisko roku notowania spadają, ubywa graczy, coraz więcej giełdowych firm myśli o wycofaniu się z parkietu, a nowych prawie nie przybywa. Przed państwowym właścicielem i zarządem giełdy stają zasadnicze pytania o przyszłość, wybór sojuszników w Europie i sposób prywatyzacji. Nie jest też wcale pewne, iż przez minioną dekadę dobrze wykorzystano możliwości, jakie przed każdą gospodarką otwiera utworzenie jednej z najbardziej prorynkowych instytucji.

Dziesięć lat temu, zabawne, że pod patronatem rządu liberałów, zwyciężyła koncepcja odgórnego założenia giełdy, nie zaś cierpliwego czekania, aż dojrzeje. Przeszczepiono nad Wisłę model skomputeryzowanego i zdematerializowanego rynku publicznego. Z pracami organizacyjnymi i przyjęciem ustawy o publicznym obrocie papierami wartościowymi uporano się w pół roku. Rekordowe tempo tłumaczy się tym, że był to jeszcze romantyczny epizod reformy ustrojowej, kiedy panowało polityczne przyzwolenie dla śmiałych przedsięwzięć. Sejm uchwalił ustawę 22 marca 1991 r. 12 kwietnia 1991 r. podpisaliśmy z Leszkiem Balcerowiczem akt założycielski giełdy. Wybór padł na gmach KC PZPR – nastąpiła symboliczna metamorfoza siedziby partii w centrum finansowo-bankowe. Dwa departamenty Ministerstwa Przekształceń Własnościowych – jeden kierowany przez Wiesława Rozłuckiego, drugi przez Leszka Pagę – wyszły fizycznie z ministerstwa, zamieniając się w giełdę i Komisję Papierów Wartościowych. Administracja wypączkowała dwie podstawowe instytucje rynku kapitałowego, żyjące odtąd własnym życiem.

Dziś warto wspomnieć szczególny nastrój, jaki panował 16 kwietnia 1991 r., w dniu inauguracji giełdy. Był tam ścisk, ...