POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 26 (2560) z dnia 2006-07-01; s. 28-30

Kraj / Protest młodych

Joanna PodgórskaEwa Winnicka

Kukły zostały spalone

Rozmowa z dr Anną Gizą, socjologiem z Instytutu Socjologii UW

Ewa Winnicka: – Uczniowie i studenci, którym zarzuca się przywiązanie raczej do komputera niż do polityki oraz obywatelską bierność, wyszli protestować na ulice. Co się tej młodzieży stało?

Anna Giza: – Młodzież zaczyna sobie uświadamiać rzeczy, które od dawna wydawały się niefajne, ale abstrakcyjne. Teraz okazuje się, że polityka zaczyna młodych bezpośrednio dotyczyć i jeśli oni nie zaangażują się odpowiednio, to będą ponosić konsekwencje.

Szkoła zabiera co najmniej 12 lat życia. To kawał czasu. Młodzi ludzie, którzy i tak nie przepadają za szkołą, zrozumieli, że może ona wyglądać jeszcze gorzej. Wyobrazili sobie lekcje patriotyzmu prowadzone przez Młodzież Wszechpolską; ochroniarzy, kamery, szkołę represyjną i karzącą. Tym chętniej wyszli na ulicę, że po raz pierwszy od 17 lat znaleźli się po tej samej co nauczyciele stronie barykady. W tej odwiecznej w Polsce wojnie szkolnej zawiązali wspólny front.

Ale pierwsza do protestu poszła Inicjatywa Uczniowska, młoda przybudówka Federacji Anarchistycznej. Wydaje ona pismo „Buntownik”, które najchętniej rozwiązałoby szkołę ...

Metody jedynie słuszne

Joanna Podgórska

Po wychowaniu patriotycznym, rozdzieleniu historii Polski od historii powszechnej kosztem jednej godziny wychowania fizycznego, mamy kolejny pomysł na wzbogacenie programu szkolnego – naturalne metody zapobiegania ciąży. Program edukacyjny na ten temat ma być wprowadzony już od września. Kto i jak będzie to robił? Nie wiadomo. Choć niestety można się domyślać.

Zaostrzenie przed laty ustawy antyaborcyjnej miało być związane z wprowadzeniem do szkół edukacji seksualnej. Do dziś pozostało to fikcją, więc z jednej strony to dobrze, że z uczniami będzie się w ogóle rozmawiać o antykoncepcji. Jakiejkolwiek. Metody naturalne, polegające na rozpoznawaniu okresu płodności poprzez pomiar temperatury, obserwację śluzu, prowadzenie kalendarzyka, pomagają kobiecie lepiej poznać własne ciało i jego funkcjonowanie. Bez wątpienia są one także najzdrowsze, bo bez skutków ubocznych. Ale na tym plusy się kończą. Minusy? Wymagają regularnych cykli, co u nastolatek, wśród których będą promowane, wcale nie jest oczywiste. Zakładają, że kobieta prowadzi regularny tryb życia. Są pracochłonne, bo trzeba prowadzić codzienne skrupulatne obserwacje i szczegółowe notatki. Okres celibatu to co najmniej tydzień w miesiącu. Wreszcie – last but not least – są najmniej skuteczne. 25 kobiet na 100 stosujących metodę Billingsów (obserwacja śluzu szyjkowego) zachodzi w ciążę. Aby uzyskać dobrą skuteczność, należałoby stosować je wszystkie naraz, co jest pracochłonne do kwadratu.

Problem w tym, że będą one przedstawiane jako jedynie słuszne, wbrew współczesnej wiedzy medycznej. Typowany na szefa Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny prof. Bohdan Chazan jest nie tylko zwolennikiem bezwarunkowego zakazu aborcji, ale i zaciekłym przeciwnikiem antykoncepcji. Pomysłodawczyni projektu Hanna Wujkowska, doradca premiera ds. rodziny, uważa, że wszelka – poza naturalną – antykoncepcja „okalecza człowieka”. Zaś Dariusz Kłeczek, poseł PiS i członek Zespołu, stwierdził w „Dzienniku”, że zła opinia o skuteczności metod naturalnych bierze się z korumpowania ginekologów przez firmy farmaceutyczne, które „wysyłają lekarzy na kursy i balangi zakrapiane alkoholem”. Co z tego, że zgodnie z Deklaracją Praw Seksualnych Człowieka, uchwaloną przez WHO, należy rzetelnie informować o wszelkich metodach zapobiegania ciąży. Pewnie WHO też było na zakrapianych kursach.

Nie wiadomo dziś, kto będzie realizował ten program: nauczyciele biologii? katecheci?, ktoś z zewnątrz? W tej chwili naturalne planowanie poczęć jest nauczane w parafiach na kursach małżeńskich. Można tam usłyszeć o apokaliptycznych skutkach hormonalnej antykoncepcji, która powoduje rozpad związku, rujnuje psychikę i zdrowie kobiety, a ponadto sprawia, że ona śmierdzi (przykład jednej z warszawskich parafii). Czy to ci ludzie trafią do szkół? Nie wiadomo. Podobnie jak nie wiadomo, dlaczego – zdaniem Hanny Wujkowskiej – program ten powinien być realizowany w szkołach średnich i na wyższych uczelniach, głównie o profilu humanistycznym. Dlaczego politechnikom zostanie to oszczędzone? Tego też nie wiadomo.

Wiadomo jedno – naturalne metody planowania poczęć są zgodne z etyką katolicką, która właśnie staje się etyką obowiązującą. Większość katolików tego punktu nauczania Kościoła nie akceptuje. Popularność metod naturalnych systematycznie w Polsce spada (w 1992 r. stosowało je 62 proc. kobiet, w 2002 r. – 30 proc.), a hormonalnych rośnie (odpowiednio 6 proc. – 18 proc.), bo są one coraz bezpieczniejsze. Ale to nie interesuje ideologów. Bogu dzięki Kościół zaakceptował teorię ewolucji, bo pewnie usłyszelibyśmy niedługo o potrzebie weryfikacji programu biologii.

Joanna Podgórska