POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 41 (2675) z dnia 2008-10-11; s. 60-62

Kultura

Adam Krzemiński

Kulą w splot

Na ekrany niemieckich kin wszedł od dawna oczekiwany „Kompleks Baader-Meinhof”. Ale to nie film o terrorystach lat 70. jest wydarzeniem, lecz nowa debata o fanatycznej tęsknocie do krwawej rewolucji. Interesująca także dla sąsiadów.

W dniu premiery berlińskie kina wypełniła w większości młoda publiczność. Chciała przejść – jak napisała szwajcarska „Neue Zürcher Zeitung” – przez jedno z trzech wielkich pól minowych niemieckiej historii najnowszej. Pierwsze to odpowiedzialność Niemców za hitleryzm, drugie to uwikłanie enerdowców w stalinizm, a trzecie to źródła i przyczyny terroryzmu w powojennej niemieckiej demokracji. I jak na potwierdzenie tej tezy tuż przed „Kompleksem...” pokazywano zajawki dwóch nowych filmów: „Walkirii” Toma Cruise’a – o nieudanym zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r., oraz „Anonimów” – o gwałtach żołnierzy radzieckich na Niemkach podczas ostatniej wojny. Czyżby była to sugestia, że terroryzm grupy Baader-Meinhof to bunt dzieci Hitlera przeciwko rodzicom nazistom? Nic podobnego. Twórcy „Kompleksu...” niczego nie wyjaśniają. W błyskawicznym skrócie opowiadają łańcuch wydarzeń z lat 1967–1977.

Film zaczyna się piosenką Janis Joplin „Boże, czy nie kupisz mi Mercedesa-Benza...” i sceną z 2 czerwca 1967 r. Na plaży nudystów wzięta dziennikarka Ulrike Meinhof z dwójką małych dzieci ogląda lukrowane ...