POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 8 (2181) z dnia 1999-02-20; s. 44-45

Świat

Jolanta Berent

Kulki fortuny

Pewien bezrobotny z niewielkiej miejscowości Pulii wygrał w loterii Superenalotto równowartość 50 mln dolarów. Włosi, dla których gry liczbowe są już prawie tym, czym makaron i chianti, z pewnością przypuszczą jeszcze większy szturm na kolektury. Mimo że co jakiś czas wychodzą na jaw rozmaite przekręty organizatorów loterii.

Włosi to prawdziwa armia graczy - w wydatkach na gry losowe zajmują pierwsze miejsce w Europie, wyprzedzając Norwegów, Duńczyków, Finów, Hiszpanów, Belgów i Anglików. Według oficjalnych danych przeciętny Włoch wydaje rocznie na ten cel 430 tys. lirów (ok. 900 zł). Ale szanse "ustawienia się" na całe życie są minimalne - w przypadku bijącego rekordy popularności Superenalotto prawdopodobieństwo wylosowania szóstki jest 1 do 738 milionów. Na temat szans na najwyższą nagrodę obrazowo wypowiedział się pewien statystyk, zagajony przez włoską "Panoramę": łatwiej nie ucierpieć skacząc z okna wieżowca.

Mimo stosunkowo niewielkich wygranych wciąż bardzo popularne jest Lotto; być może dzięki bogatej tradycji, sięgającej XVI w. Włosi mogą typować szczęśliwe numery na 10 "kołach" z wizerunkami różnych miast. Zasady są złożone, jedni próbują odgadnąć całą kombinację, inni wolą obstawiać jeden numer. W Superenalotto trzeba wytypować 6 z 90 numerów. By zwiększyć szansę wygranej, wiele osób skrzykuje się i wspólnie wykupuje pochłaniającą niebagatelne sumy grę systemową, zwiększającą szansę wygranej. Ale i w tym przypadku rzecz powierza ...