POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 24 (2354) z dnia 2002-06-15; s. 62-65

Gospodarka

Mariola Balicka

Kuracja szokowa

W domach zdrojowych – kasyna, w zakładach przyrodoleczniczych – agencje towarzyskie?

Polskie lecznictwo uzdrowiskowe jest ciężko chore. Sanatoria niszczeją. Rośnie liczba nieczynnych obiektów podobnie jak kolejka pacjentów kas chorych czekających na skierowanie. Co gorsza, nie ma pomysłu na sensowne zmiany. Nie wiadomo też, kto miałby się tym zająć. W ramach reformy w Ministerstwie Zdrowia zlikwidowano nawet departament ds. uzdrowisk.

W Wielkopolskiej Kasie Chorych na wyjazd do sanatorium czeka się do roku. Od czterech lat liczba skierowań jest stała (23–24 tys. rocznie), natomiast liczba złożonych wniosków w 2001 r. (42,7 tys.) wzrosła w stosunku do 1999 r. o 60 proc.

W innych regionach kraju jest podobnie. Lawinowy wzrost wniosków nie wynika, zdaniem specjalistów, z gwałtownego pogarszania się kondycji zdrowotnej Polaków. – Lekarze balneolodzy zatrudniani przez kasy chorych do kontroli celowości wystawianych skierowań (najczęściej rodzinnych – M.B.) twierdzą, że są one często nieuzasadnione. Nie mają jednak możliwości ich weryfikacji, choćby dlatego, że zgodnie ze stosownym rozporządzeniem ministra zdrowia nie oglądają chorych. A ludzie po staremu traktują sanatoria jak wczasy – mówi Sławomir Kopyciński ze Świętokrzyskiej Kasy Chorych.

Często do sanatoriów chcą wyjeżdżać, najchętniej kilka razy w roku, ludzie niezamożni i samotni, bo to dla nich jedyna możliwość wyrwania się z domu i kontaktów z ludźmi. A lekarze rodzinni nie mają serca odmawiać im skierowań, zwł...