POLITYKA

Wtorek, 23 stycznia 2018

Polityka - nr 45 (2679) z dnia 2008-11-08; s. 54-55

Kultura

Paweł Wrabec

Kurs na zysk

Większość przedsiębiorców boi się, że kryzys finansowy pokrzyżuje ich plany. Ale są też i tacy, którzy widzą w nim szansę na zarobek.

Pracowicie ostatnio odrabiany przez indeksy giełdowy krach i ogólny spadek zaufania do banków niektórym spółkom przyniósł wzrost zamówień. Na wieść o tym, że instytucje finansowe mogą być zagrożone, niektórzy zaniepokojeni klienci zaczęli wycofywać z nich pieniądze. Dużej paniki wprawdzie nie było, ale ruch przy bankomatach wzrósł. Banki częściej musiały dostarczać do nich gotówkę. A jej transport i konwojowanie sporo kosztuje.

Zajmują się tym wyspecjalizowane firmy ochroniarskie, m.in. Impel czy Konsalnet. W ostatnich tygodniach miały one nie tylko więcej zleceń od banków, ale także od dużych spółek produkcyjnych i usługowych. – Ich właściciele uznali, że najtrudniejsze chwile lepiej przeczekać z gotówką w sejfie, niż oglądając stan konta na ekranie komputera. Także właściciele małych sklepów potrafili prosić klientów o gotówkę pod pretekstem, że zawiesił się terminal rozliczeniowy. Co więcej, część przedsiębiorców zaczęła zwlekać z płatnościami wobec kontrahentów – tłumaczy Andrzej Kulik, rzecznik Krajowego Rejestru Długów i firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Niemal z dnia na dzień wzrosło zainteresowanie ofertą producentów sejfów i kas. Konsmetal, największy ich producent, tylko w październiku zwiększył ich sprzedaż o jedną trzecią.

Na przedłużającym się stanie niepewności powinni skorzystać właściciele agencji nieruchomości. Mogą liczyć na zamożnych klientów, którzy sparzyli się przy inwestycjach finansowych i teraz szukają alternatywy dla lokaty bankowej. Może nią być właśnie zakup gruntów czy mieszkań na wynajem. Ceny u deweloperów zaczęły ostatnio spadać, bo zmniejszył się normalny popyt (to efekt nowej, ostrzejszej polityki kredytowej banków), i takie inwestycje stają się znowu bardziej atrakcyjne. Także dlatego, że coraz więcej ludzi na dorobku zamiast kupować mieszkania, musi je wynajmować. Ceny wynajmu rosną.

O ile jeszcze kilka miesięcy temu zakup mieszkania na wynajem zwracał się po 30 latach, to teraz ten czas skrócił się o połowę. Jeśli ten trend się utrzyma, zakup mieszkań na wynajem będzie inwestycją zdecydowanie lepszą od bankowych lokat. – Banki tracą na reputacji, deweloperzy tym bardziej, więc ludzie zamożni zaczynają szukać mieszkań na rynku wtórnym. A to nakręca koniunkturę u pośredników – tłumaczy Tomasz Lebiedź, ekspert rynku mieszkaniowego.

Erozja cen i rozchwiany rynek mieszkaniowy sprzyjają, zdaniem Lebiedzia, jeszcze innemu zjawisku. – Teraz ludzie chętniej będą zamieniać się mieszkaniami – mówi. Nawet przy rozległym i długotrwałym kryzysie pośrednicy świetnie sobie poradzą. Z ich usług będą też zapewne korzystać banki, którym pozostały lokale po niewypłacalnych kredytobiorcach. Rynek pośrednictwa mieszkaniowego czekają piękne dni.

Innych bezpiecznych, długoterminowych inwestycji można oczywiście dokonać na rynku sztuki i staroci – mówi doradca finansowy Maciej Kossowski, prezes firmy Wealth Solution. Będą więc zarabiać marchandzi, właściciele galerii z antykami, handlarze zabytkowych samochodów i wykwintnych trunków. – Jeśli wyprodukowano przed 20 laty 100 tys. skrzynek wybitnego wina, to w każdym dniu kilka znajduje nabywcę. A spadająca podaż winduje ceny. Nawet w czasach najgorszego kryzysu znajdzie się grupa osób, która wciąż będzie piła Lafite Rothschild z 1982, którego cena w ciągu roku wzrosła o blisko 70 proc. – wyjaśnia Krzysztof Maruszewski ze Stilnovisti, firmy doradzającej na rynku sztuki i drogich alkoholi.

Dobrych czasów spodziewa się też Paweł Podniesieński, młody warszawski antykwariusz, właściciel jednoosobowej firmy Portolan, który zarabia pomagając kolekcjonerom unikatowych map, grafik i książek: – Doradcy inwestycyjni na razie odwiedzają marchandów. Już niebawem pewnie zaczną szukać autografów wybitnych ludzi. Tak w każdym razie dzieje się na Zachodzie – podejrzewa Podniesiński.

Kto na kryzysie straci, a kto zarobi, zależy od wielu czynników, które dziś gwałtownie się zmieniają. Słabnący złoty, strach przed kryzysem, konieczność spłacania wyższych odsetek z pewnością pokrzyżują ludziom plany wakacyjne. – Zamiast do Chorwacji czy Włoch, część klientów biur podróży wybierze w przyszłym roku Bałtyk lub polskie góry. Zyskają więc właściciele pensjonatów i kwater – przewiduje Jakub Borowski, główny ekonomista InvestBanku. – Jest też szansa – mówi Krzysztof Łopaciński, prezes Instytutu Turystyki – że słaby złoty przyciągnie turystów zagranicznych (zwłaszcza z Niemiec, Rosji i Ukrainy).

Producentów nowych samochodów i podzespołów cieszy słabnący złoty, a martwi widoczny spadek popytu w całej Europie. Właściciele autokomisów nie mają takich dylematów. W obecnej sytuacji widzą same plusy. – Dopóki złoty był silny, ludzie omijali komisy i sami sprowadzali używane auta z zagranicy. Teraz indywidualny import ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]