POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Kwestia honoru

W poprzednim numerze POLITYKI gen. Mirosław Różański, do niedawna dowódca generalny polskich sił zbrojnych, z niepokojem i zażenowaniem mówił o „sprawie gen. Jarosława Kraszewskiego”, głównego doradcy wojskowego prezydenta Dudy, któremu Służba Kontrwywiadu odebrała prawo dostępu do informacji niejawnych. Ta afera wciąż trwa, mimo nieśmiałych próśb pani premier kierowanych do ministra obrony, aby sprawę jakoś wyjaśnić i zamknąć. A jest to rzeczywiście skandal. Otóż kontrwywiad niedwuznacznie sugeruje opinii publicznej, że wysoki rangą oficer Biura Bezpieczeństwa Narodowego nieświadomie lub świadomie (jako szpieg?) działał przeciwko bezpieczeństwu państwa, bo tylko to uzasadniałoby nagłe odebranie mu wglądu do tajemnic wojskowych. Ponieważ prezydent tego człowieka mianował, tolerował i nadal go broni, sam niebezpiecznie zbliża się do granicy zdrady stanu. A cała afera do granicy absurdu. Gdyby w ogóle bawić się w idiotyczne, dziś tak łatwo rzucane, oskarżenia o zdradę, to pierwszą osobą, która powinna być pozbawiona dostępu do informacji niejawnych, jest sam Antoni Macierewicz, otoczony siecią mrocznych, nigdy niewyjaśnionych powiązań z „przyjaciółmi Rosji”. Jednak sprawa jest naprawdę poważna.

Przecież tu nie chodzi o jednego oficera. Antoni Macierewicz zdymisjonował i przesunął w stan spoczynku dziesiątki generałów i pułkowników, rozbił dotychczasowe dowództwo polskiej armii, składające się już niemal wyłącznie z żołnierzy wykształconych w strukturach NATO, doświadczonych podczas bojowych misji Paktu. Tej czystce towarzyszą podobne brudne sugestie, jak w przypadku gen. Kraszewskiego. Bo jeśli, bez dania racji, oficerów zwalnia się ze służby, to, w domyśle, znaczy, że musieli być nie w porządku – nieudolni? nieuczciwi? nielojalni? niepatriotyczni? – słowem, odbiera im się nie tylko stanowisko, ale próbuje także pozbawić publicznego szacunku i honoru. Akurat w wojsku pojęcie „honoru” nie jest archaicznym banałem, to wokół niego wciąż buduje się etos służby, wzajemnego zaufania, gotowości do poświęceń; to jest spora część wartości armii. Ale Macierewicz odbiera także prawo do dumy nowo awansowanym oficerom. Godząc się obejmować stanowiska po skrzywdzonych kolegach, akceptując naruszanie dotychczasowych reguł dymisji i awansów (przeskoki o kilka stopni w górę, bez należytej praktyki i doświadczenia) – ryzykują, że, być może niesprawiedliwie, będą zaliczani do korpusu „oficerów pisowskich”. Armii dotychczas udawało się zachować polityczną neutralność, ale widać, że podobnie jak inne instytucje państwa ma być „armią prywatną”, partyjną, a oficerowie muszą być świadomi, komu zawdzięczają karierę i komu są winni lojalność. To już jest niebezpieczeństwo.

Ten przekaz w odniesieniu do wszystkich struktur siłowych państwa wzmacnia tzw. ustawa dezubekizacyjna, która odbiera nabyte uprawnienia emerytalne i rentowe 50 tysiącom byłych pracowników służb mundurowych i ich rodzinom, jeśli funkcjonariusz „choć jeden dzień” służył w czasach PRL. Ten konstytucyjny i humanitarny horror (czytaj s. 26) wprowadza nie tylko odpowiedzialność zbiorową i zasadę działania prawa wstecz, ale przekreśla także wszelkie zasługi w pracy dla wolnej Polski. Tysiącom ludzi (wśród których naprawdę trudno już znaleźć uprzywilejowanych „komunistycznych oprawców”) zabiera się nie tylko środki do życia, ale ustawowo pozbawia czci i honoru. Na tej samej logice mają być oparte reformy sądownictwa firmowane przez Zbigniewa Ziobrę. Zapowiadanej wymianie składu Sądu Najwyższego, KRS czy prezesów sądów powszechnych towarzyszy przecież totalna krytyka sędziów jako rozpaskudzonej, skorumpowanej, złodziejskiej kasty, ferującej „niesprawiedliwe wyroki” (w Szczecinie wobec sędziów w tzw. sprawie polickiej wszczęto postępowanie prokuratorskie). Odnowa, również moralna, ma przyjść wraz z wymianą kadr. Niedawno Forum Współpracy Sędziów zwróciło się z apelem do całego środowiska, aby w takiej atmosferze nie przyjmować posad i nominacji z rąk min. Ziobry, bo to może być kiedyś powód do infamii i „depisyzacji”. Przestrogą jest to, co stało się z Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie pełniący funkcje prezesa i wiceprezesa, pani Przyłębska i pan Muszyński, jawnie przyjęli rolę politycznych komisarzy.

Młodzi ludzie, którzy mają pecha zaczynać swoje kariery publiczne w czasach PiS, od razu napotykają wyzwania etyczne, jakie powinny być oszczędzone młodemu pokoleniu Europejczyków. Pisaliśmy o absolwentach Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, dla których Zbigniew Ziobro trzymał stanowiska asesorów, w nadziei zapewne, że staną się janczarami PiS – i pytaniu, jakie sobie zadawali: czy potrafią obronić swą niezależność, zawodowy honor? To samo wcześniej przeżywali absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, którym najpierw rozwiązano państwową służbę cywilną, do jakiej byli kształceni, a potem przypieczętowano partyjne przejęcie KSAP, nadając szkole imię Lecha Kaczyńskiego. Przykro patrzeć, jak wielu ludziom rządząca partia podsuwa dziś szatańskie cyrografy: kariera w zamian za uległość, za mniej lub więcej wstydu. Dotyczy to choćby prokuratorów (w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]