POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 29 (2307) z dnia 2001-07-21; s. 24-26

Kraj

Joanna SolskaKatarzyna Ostrowska  [wsp.]

Łańcuch szczęścia

PZU jawi się politykom jak złoty sen

Afery medialne wokół PZU ucichły, ale zażarta walka o tę firmę toczy się nadal. Chodzi o to, czy Powszechny Zakład Ubezpieczeń – traktowany przez polityków jako zaplecze finansowe – zdąży wejść na giełdę przed wyborami. Wtedy nowa władza utraciłaby wpływ na PZU. Jeśli przedsiębiorstwo pozostanie państwowe, następna ekipa będzie mogła wykorzystywać je do swoich celów. Tak, jak robiła to obecna.

Do PZU politycy lgną, albowiem rodzina (czyli PZU SA jako spółka matka, jej córka PZU Życie i wnuczka Powszechne Towarzystwo Emerytalne Złota Jesień) zarządza kasą, w której znajduje się 20 mld zł. To zaś stwarza ogromną pokusę i okazję, żeby się tymi pieniędzmi pożywić.

Mechanizm jest prosty. Trzeba mieć wystarczającą siłę polityczną, aby posadzić na fotelu prezesa swojego człowieka. To on może uruchomić transfer pieniędzy z PZU do swoich politycznych protektorów. Taką rolę w grupie PZU odgrywali odwołani prezesi Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak.

Duet Jamroży–Wieczerzak został namaszczony przez najbliższe otoczenie Mariana Krzaklewskiego. Dopiero potem, gdy wpływy przewodniczącego malały, a ich rosły – spróbowali wybić się na niepodległość. Padli jednak ofiarą walk frakcyjnych w obozie władzy.

– Jamroży jest dziś politycznym trupem, ale Grześ, prezesując PZU Życie, stworzył własne imperium finansowe – mówi poseł AWS. – Odszedł z posady, ale ma wpływy, dzięki którym może zatrudnić na bardzo intratnych posadach kilkuset ludzi. Świetnie też porusza się ...