POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 24 (2354) z dnia 2002-06-15; s. 90-91

Społeczeństwo / Obyczaje

Wojciech Markiewicz

Largo, presto czy co

Edyta Górniak a sprawa hymnu i parę innych spraw

„To było straszne”, „Zbezczeszczony hymn”, „Manipulacja Mazurkiem”, „Ohyda”, „Hańba i wstyd” – to tylko niektóre tytuły tekstów, jakie ukazały się w naszej prasie po tym, jak piosenkarka Edyta Górniak odśpiewała hymn narodowy przed pierwszym meczem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w piłce kopanej w Korei.

Po przegranej – w kiepskim stylu – naszych orłów (gdyby wygrali, nie byłoby „sprawy hymnu”) nikt nie chciał się przyznać do pani Edyty. Zaraz po meczu Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN) wydał oświadczenie, w którym „zdecydowanie odcina się od sposobu, w jaki Edyta Górniak wykonała polski hymn”. Sposób ten, zdaniem działaczy, był zbyt wolny i przypominał bardziej „protest song albo kolędę bożonarodzeniową”.

Zdaje się, że chodzi o to – mówił podczas konferencji prasowej Zbigniew Boniek, wiceprezes PZPN – iż wykonawcy hymnów na mistrzostwach świata są powiązani z koncernem Sony. Tak też było w przypadku pani Edyty Górniak. Na pytanie internetowej sondy portalu Onet.pl: „Co Edyta Górniak zaśpiewała przed meczem Polska–Korea?”, 60 proc. internautów odpowiedziało „trudno powiedzieć”, 25 proc., że „była to kolęda”, jedynie 15 proc. rozpoznało Mazurka Dąbrowskiego.

Do EG nie chciała się też przyznać Kancelaria Prezydenta, mimo że artystka przyleciała do Korei prezydenckim samolotem, który przywiózł też zawodnikom biały ser, kabanosy i kiełbasę myś...

Kłopoty zhymnem

„Pieśń Legionów Polskich we Włoszech” napisał Józef Wybicki pod melodię ludowego mazurka w lipcu 1797 r. w Reggio nell’Emilia we Włoszech, gdzie kwaterował Henryk Dąbrowski ze swoim wojskiem. Mazurek Dąbrowskiego stał się polskim hymnem dopiero w 1926 r., bowiem osiem lat trwały w niepodległej Polsce spory o to, który utwór dostąpi tego zaszczytu. Narodowcy optowali za „Rotą”, piłsudczycy za „Pierwszą brygadą”, były też kandydatury „Warszawianki, „Gaude Master Poloniae” i „Bogurodzicy”.

W III RP po raz pierwszy przed rozpoczęciem meczu hymn odśpiewała solistka a capella; jak w Ameryce w 1999 r. Miało to miejsce w hali Gryfa w Słupsku, gdzie nasi koszykarze pokonali Austrię w ramach kwalifikacji do mistrzostw Europy 2001. Mniej szczęśliwie było pół roku później, przed dwumeczem siatkarzy z USA w Spokane. Pisano wówczas, że „Polski hymn grany z wariacjami na elektronicznym klarnecie i instrumencie klawiszowym interesująco odświeżył nasz odbiór Mazurka Dąbrowskiego”. Nasi przegrali oba mecze.

Oficjalnym hymnem naszej drużyny piłkarskiej jest „Polsko, do boju” tenora Torzewskiego. Utwór ten – komentowała „Gazeta Wyborcza” – „będący połączeniem opery i disco polo, jest tak koszmarny, jak gra Polaków za czasów trenera Łazarka”.

Ostatnio mały skandal wybuchł z powodu wykorzystania hymnu narodowego przez operatora sieci komórkowej Idea. Po wysłaniu esemesa można sobie „w doniosłych chwilach” odsłuchiwać Mazurka Dąbrowskiego. Młodzieżówka Unii Pracy założyła w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Tymczasem Polacy nie znają swojego hymnu. Kiedy parlamentarzystów poprzedniej kadencji zaproszono, by zaśpiewali wszystkie cztery zwrotki, zdecydowana większość nie potrafiła wyjść poza pierwszą.

Z zagranicznych kłopotów z hymnem warto odnotować petycję do władz słynnego tenora Luciano Pavarottiego z 1994 r. z propozycją zmiany hymnu. Obecny, jego zdaniem, spowodował, że włoska drużyna przegrała mecz o mistrzostwo świata. Nie jesteśmy więc sami.