POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 32 (2362) z dnia 2002-08-10; s. 16-19

Kraj

Igor T. Miecik

Las bez drzew

Kilkunastominutowe tornado skosiło setki kilometrów Puszczy Piskiej i Boreckiej

Połamane niczym zapałki drzewa, rozdęte trupy zabitych zwierząt, krzyki ptaków szukających gniazd. Głosy nawołujących się drwali, warkot tysięcy pił i dziesiątków ciężkich leśnych maszyn. Strach przed gigantycznym pożarem. Tak wygląda dziś Puszcza Piska i Borecka, wczoraj jedne z najpiękniejszych polskich lasów. Od czasu wielkiej powodzi w 1997 r. nie było w Polsce kataklizmu przyrody na taką skalę.

Kazimierz Koszewski jest dziś leśniczym bez lasu. Zatrzymuje się przed każdym pochylonym, sterczącym wśród połamanych kikutów, wygiętym nienaturalnie drzewem. Przetrwa? Czy załamie się, kiedy spadnie śnieg? Tamtego dnia tuż przed burzą wrócił do domu zjeść drugie śniadanie. Miał złe przeczucia. Nie pamięta, żeby w lesie kiedykolwiek była taka cisza, a leśniczym w Pogubiu Średnim jest już dziewiętnaście lat. Wspomina: – Żona uspokajała: burza bokiem przejdzie, u nas padać nie będzie, czujesz jak gorąco? Pięć minut później zaczął narastać huk. W jednej chwili zrobiło się ciemno jak w nocy. Lunął deszcz i grad na raz, ale padał nie z góry na dół, ale poziomo. Padał to złe słowo, parł i ścinał drzewa stojące mu na drodze. Po dziesięciu minutach, może kwadransie zaświeciło słońce, odsłoniło las. Stałem na drodze. Przypomniał mi się film o meteorycie tunguskim. Tajga po jego uderzeniu wyglądała tak jak teraz mój las.

Koszewski nie widział zwierząt ...