POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 52 (3091) z dnia 2016-12-19; s. 50-51

Społeczeństwo / Tryptyk świąteczny

Marta Mazuś

Łatacz domów

W lokalnej przychodni wywiesił ogłoszenie: „Emerytom, rencistom, niepełnosprawnym, matkom samotnie wychowującym dzieci pomogę w naprawach z zakresu hydrauliki, stolarki i elektryki. Nieodpłatnie”.

W małej wiosce siedem kilometrów od Wyszkowa urodził się jako szósty w rodzinie. Chucherko straszne. Wśród dzieciaków z sąsiedztwa zawsze najszybciej musiał przebierać nogami, żeby dogonić, gdy gromadą latali podglądać wiejskie zabawy i muzykantów. Chyba po ojcu lubił słuchać, jak grają. Ojciec na zabawach zawsze siadał jak najbliżej kapeli.

W ich chałupie muzyka leciała już od piątej rano. Kołchoźnik wydawał z siebie wtedy odgłosy pierwszej audycji. W latach 50. cała wieś była zradiofonizowana, chociaż nawet prądu jeszcze w niej nie było. Słuchając ludowych melodii, pieśni Mazowsza, przetykanych od czasu do czasu przemowami towarzyszy, Józek wystrugiwał sobie zabawki. Sanki, huśtawki, wózeczki i ptaszki z miękkiego lipowego drewna. Jeśli na wsi nie zrobiło się samemu zabawki, to się jej nie miało. To była druga natura Józka, taki sam z siebie talent, że spod palców wychodziło mu coś z niczego. Chyba też po ojcu. Zimą, gdy nie było roboty, ojciec wyrzeźbił kredens dla domu, a dla Józka pewnego razu wystrugał skrzypki-zabawkę. ...