POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 45 (2579) z dnia 2006-11-11; Polityka. Pomocnik Historyczny; s. 21-26

Jan Maciej Długosz

Latający Holender

Wielkość i kłamstwa Anthony’ego Fokkera

Ze swymi marzeniami o awiacji młody Holender Anthony Fokker trafił na dobry czas: do Niemiec u progu Wielkiej Wojny, podczas której samolot urósł do rangi niezastąpionego narzędzia walki. Fokker dostarczył wilhelmińskiej armii wiele latających maszyn. Był znakomitym pilotem, ale czy rzeczywiście konstruktorem?

Początek 1910 r. Holender Anthony Fokker rozpoczął właśnie studia w Szkole Technicznej w Bingen. Zapewne nudził się na zajęciach; gardził wyższą matematyką i naukami teoretycznymi, ale nie miał wyboru. Fokker senior, bogaty właściciel plantacji kawy na Jawie, godząc się, by syn rozwijał techniczne zainteresowania, postawił warunek: nauka miała zakończyć się dyplomem. Uczelnia w Bingen nie miała rangi politechniki, ale cieszyła się dobrą opinią, a jej absolwenci otrzymywali tytuł inżyniera. Nie oferowała jednak tego, co najbardziej interesowało młodego Holendra – wiedzy z zakresu budowy aeroplanów. Do Fokkera uśmiechnęło się jednak szczęcie – w pobliskim Zalbach zorganizowano szkołę pilotażu. Otrzymał akceptację ojca dla swojego nowego pomysłu.

Na miejscu okazało się, że nie tylko nie ma tam żadnej maszyny latającej, ale nawet nikogo, kto potrafiłby latać! Kursanci mieli sami zbudować swoje samoloty, by następnie nauczyć się na nich latać! Fokkera to nie zraziło. Szybko doszedł do porozumienia z innym entuzjastą, właścicielem 50-konnego silnika Argus, i rozpoczął budowę swojego pierwszego aeroplanu. W efekcie ...

Jan Maciej Długosz jest historykiem.