POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 89

Groński

Ryszard Marek Groński

Lato 1939

Żyjemy w czasach inscenizacji, zastępujących staroświeckie panoramy, gdzie wszystko musiało być jak żywe. Nawet nieboszczycy. Triumf inscenizacji to odnotowana w jednej z gazet prośba dzieciaka:

– Tatusiu, zapisz mnie na powstańca!

I niech ktoś powie, że to nie jest sukces polityki historycznej. Kto szuka, ten znajdzie, chociaż nie zawsze znajdzie to, czego szukał. Wróćmy do wizualizacji zdarzeń z przeszłości. Chyba jednak łatwiej odtwarzać sceny dramatyczne niż to, co je poprzedzało – klimaty codzienności, stan umysłów, samopocieszenia zrodzone z braku rzetelnej informacji, zatrucie propagandą niedopuszczającą myśli, że finał obejdzie się bez braw. To oczywiście marzenie nad stan, lecz chciałbym zobaczyć Warszawę w dniach poprzedzających wrześniową zawieruchę, wybuch wojny i pierwsze wybuchy bomb spadających z bezchmurnego nieba.

Ostrzegawcze buczenie syren – tak, to można sobie wyobrazić. Zresztą warszawiacy byli na to przygotowani. Kilka miesięcy wcześniej odbył się próbny alarm przeciwlotniczy i przeciwgazowy. Stał się on tematem rozmów, zawędrował nawet do kabaretu: Mira Zimińska w monologu „Zaciemnienie” opowiadała, jak to w schronie pomylił...