POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 63-65

Nauka

Karol Jałochowski

Leibniz Reaktywacja

Pogłoski o śmierci Gottfrieda Wilhelma Leibniza, ostatniego geniusza uniwersalnego, trzeba uznać za przesadzone. Dwaj wyjątkowi uczeni dowodzą, że nigdy nie miał się lepiej niż obecnie.

Gregory Chaitin, słynny matematyk i informatyk, pokazał mi kiedyś pewien medal. W mieszkaniu niewiele większym od pudełka na buty (to warunki bytowe nieobce większości matematyków), z oknami na wysoką studnię podwórza, gdzieś w śródmieściu Rio de Janeiro, stanowił on obiekt najcenniejszy – i to nie dlatego, że najbardziej lśniący. Trzy wieki temu zaprojektował go sam Gottfried Wilhelm Leibniz. Nie zdołał namówić swojego ówczesnego pracodawcy księcia Brunszwiku-Wolfenbüttel, by zlecił odlanie. Rudolf August miał bowiem do Leibniza stosunek ambiwalentny. W 2007 r. medal stał się ciałem za sprawą innego matematyka, Brytyjczyka Stephena Wolframa. Wolfram zapłacił za jego wykonanie i podarował przyjacielowi jako prezent na 60. urodziny. Chaitin, wielbiciel Leibniza, był uszczęśliwiony.

Inskrypcja na medalu głosi: „Wszystko można wywieść z nicości; wszystko, czego potrzeba, to jedność”. – Leibniz w jakiś niezwykły sposób zdawał sobie sprawę, że wszystko da się sprowadzić do zer i jedynek – mówił Chaitin. – I trzeba koniecznie pamiętać: Leibniz pomyślał o tym 300 lat temu! Powinniśmy na niego ...