POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 5

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Lekcja nr 1: „Wesele”

Tuż przed rozpoczęciem bardzo nowego roku szkolnego odbyła się szósta edycja Narodowego Czytania, sympatycznej akcji zapoczątkowanej jeszcze przez prezydenta Komorowskiego, a polegającej na zbiorowej publicznej lekturze wybranego arcydzieła literatury polskiej. Tym razem w setkach miejsc czytano „Wesele” Wyspiańskiego. Andrzej Duda ogłosił ten wybór w lutym, podczas tej samej uroczystości, na której, ku konsternacji środowisk polonistycznych, uhonorował wielką nagrodą „Zasłużonego dla Polszczyzny” poetę Wojciecha Wencla, nazywanego smoleńskim bardem, którego twórczość właśnie została wprowadzona do nowego kanonu szkolnych lektur obowiązkowych. Jeśli PiS będzie rządził dłużej, pan Wencel być może doczeka się swojego Narodowego Czytania, ale w tym roku głosujący, ogromną większością głosów, wytypowali „Wesele”. I był to wybór mający cechy internetowej anarchii oraz złośliwości. Od początkowego „Cóż tam, panie, w polityce?”, aż po końcowe „Miałeś, chamie, złoty róg” dramat Wyspiańskiego pełen jest politycznych, i raczej nieprzyjemnych dla obecnej władzy, aluzji. Zanim jednak kuratoria narzucą polonistom jakąś nową obowiązkową interpretację utworu, póki jeszcze można – wciąż warto na nowo czytać i odczytywać „Wesele”. Nasz zmarły niedawno kolega Zdzisław Pietrasik co jakiś czas, na naszą prośbę, układał – dla zabawy – szkice nienapisanych scenariuszy i fabuły nienakręconych filmów, inspirowane literaturą i historycznymi wydarzeniami. Konwencja w sam raz na ten moment, kiedy już język drętwieje od komentowania kolejnych propagandowych przekazów dnia i występów panującej ekipy. Więc mogłoby być tak...

Dom weselny jak z filmu „Wesele” Smarzowskiego. Elita nowej władzy radośnie brata się z ludem. Lokalu i ludu dyskretnie pilnują rozmieszczeni w różnych kątach agenci służb specjalnych (portrety na s. 22). Gra i śpiewa Zenek Martyniuk, a oprócz „Oczu zielonych” hitem wieczoru jest utwór disco polo „Pięćset plus”, z refrenem włączającym do zabawy kolejne grupy uczestników: pięćset plus dla emerytów, pięćset dla nauczycieli dyplomowanych, pięćset dla ratowników medycznych, dla żołnierzy obrony terytorialnej, dla policjantów itd. Każdy wywołany podnosi rękę i pozdrawia Zenka oraz innych uczestników imprezy. Centralną postacią wesela jest jednak Prezes ubrany w czepiec z pawich piór i zamiast sukmany w biało-czerwoną pelerynkę z orłem. Zresztą, cała bawiąca się z ludem elita wystrojona jest podobnie, każdy ma na sobie jakiś element odzieży patriotycznej; w rozgrzanych kręgach tanecznych (tu z kolei jak w „Weselu” Wajdy) migają orły, powstańcze kotwice, żołnierze wyklęci, husaria, biało-czerwone rogi wikingów. Okrzyki: „A to Polska właśnie!”. Jest i premier Szydło, minister Ziobro i Patryk Jaki, Pan Antoni i minister Mariusz; także trzymający się trochę na uboczu (jakby z wahaniem, czy włączyć się w korowód czy raczej wyjść na zewnątrz) Pan Prezydent. Tak to trwa, dopóki nie wiadomo przez kogo zaproszone, przeoczone przez śpiących agentów, wśród weselników zaczynają pojawiać się Osoby Dramatu.

(Didaskalia: największą uciechą byłoby napisanie dialogów między Osobami PiS i poszczególnymi Osobami Dramatu. Zostawiamy to ewentualnie polonistom i uczniom do szkolnych teatrzyków, zanim nie zostaną zlikwidowane i zastąpione ćwiczeniami strzeleckimi). Wyobraźmy jednak sobie, że oto na polskim weselu pojawia się umorusany Uchodźca i spotyka z ministrem Mariuszem. Tu w dialogu można nic nie zmieniać z Wyspiańskiego: „Niech na całym świecie wojna/byle polska wieś zaciszna/byle polska wieś spokojna” – recytuje Mariusz, wołając na koniec sceny: „A kysz!” (To już „Dziady”). A przechodząca mimo Pani Premier powtarza w zapamiętaniu: „Europo, wstań z kolan!”.

Wśród zjaw nachodzących wesele powinien niewątpliwie pojawić się Demonstrant ze świeczką, potrząsający woreczkiem srebrników; Totalny Opozycjonista („Wyście sobie, a my sobie, każden sobie rzepkę skrobie”), a u boku Pana Prezydenta wicepremier Morawiecki („Tak by się het gnało, gnało/do ogromnych wielkich rzeczy/a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy/włazi w usta, uszy, oczy”). Łatwo sobie wyobrazić wierszowany dialog Patryka Jakiego, pragnącego zadawania tortur i wymierzania kary śmierci ze sprzedajną Sędzią; Zbigniewa Ziobro z krwawym Fransem Timmermansem czy mroczne spotkanie Macierewicza z Putinem. Jednakowoż żeby ochronić „Wesele” przed staczaniem się z narodowego dramatu w komedię, można by dopuścić do dialogu Prezesa z Lechem Wałęsą, a przede wszystkim z upiorem Donalda Tuska. To on mógłby Prezesowi przekazać złoty róg władzy („my jesteśmy jak przeklęci, że nas mara, dziwo nęci”). A dalej już prosto: Prezes oddaje róg Zenkowi, zostawiając sobie ino sznur, Martyniuk gra na rogu „Oczy zielone”. Mary i zjawy uciekają w mrok, porzucając kaduceusz, czarodziejską laskę ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]