POLITYKA

Poniedziałek, 18 lutego 2019

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 49-51

Świat

Marek Ostrowski

Lepsi swoi

Nawet jeśli Ivanka Trump zdominuje kolejny szczyt G20, a Jared Kushner rozwiąże konflikt izraelsko-palestyński, nepotyzm pozostanie zarazą na ciele demokracji.

Kandydat Donald Trump obiecywał „osuszyć bagno w Waszyngtonie”, przywrócić moralność rządów, wprowadzić kodeksy etyczne. Hasła w wyborach sprzedały się dobrze. Ale czy prezydent nie powinien był zacząć dzieła od siebie? Po sześciu miesiącach prezydentury widać, że Trump najważniejsze stanowiska w Białym Domu obsadził nie według kompetencji i osiągnięć, ale nagradzając po prostu najbliższą rodzinę.

Ze swej córki Ivanki i jej męża Jareda Kushnera uczynił głównych doradców. Wygląda na to, że Jared wywiera na prezydenta większy wpływ niż tacy członkowie gabinetu, jak minister obrony, czterogwiazdkowy generał James Mattis z 40-letnią wzorową służbą wojskową. A Ivanka, która cały czas się zarzekała, że nie chce żadnej roli w rządzeniu, na szczycie G20 zasiadała obok Angeli Merkel, która przez lata musiała swoją pozycję wywalczać i potwierdzać w powszechnym głosowaniu.

Nie tak postępujemy w Ameryce – napisał w prasie doradca prezydenta Obamy ds. etyki Norman Eisen. To ocena łagodna, bo kongresmenka Jackie Speier ...