POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 45 (2166) z dnia 1998-11-07; s. 22-24

Kraj

Janina Paradowska

Linia podziału

Unia Wolności poniosła w wyborach samorządowych porażkę. Jeśli wziąć pod uwagę wyniki - wygląda na umiarkowaną. W wypowiedziach działaczy i sympatyków urasta do klęski.

Po co nam taka Unia? - zapytała w "Gazecie Wyborczej" prof. Hanna Świda-Zięba - po co nam partia, która etos zamieniła na miskę soczewicy? Po co nam taki lider jak Leszek Balcerowicz, który wprawdzie najpierw partię zbudował prawie od podstaw, ale potem swoimi pomysłami podatkowymi pozbawił ją wyborczych szans? - pyta coraz głośniej część unijnego szeregu. Ponieważ nie mamy nikogo innego - słychać często w odpowiedzi. Trudno uznać to za komplement pod adresem przewodniczącego.

Ostatni sondaż CBOS pokazał, że partia ma obecnie 7 proc. poparcia. Nie byłoby nic dziwnego, gdyby ten wynik potwierdziły inne ośrodki. Partia szarpana wewnętrznymi konfliktami, atakowana od zewnątrz i od wewnątrz musi tracić. Wybory samorządowe nie były klęską, ale jeszcze trochę działań tak chaotycznych jak w sprawie ulgi mieszkaniowej, a klęska stanie się nieuchronna. Zwłaszcza że i inne pomysły, na przykład dystansowanie się od rządu, są co najmniej wątpliwe. PSL dystansowało się, jak mogło, i zamiast 130 mandatów w Sejmie ma 27.

W uścisku AWS