POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 33 (3123) z dnia 2017-08-16; s. 88-90

Ludzie i style

Ryszard Wolff

Logo z mchu i paproci

W logotypie Apple nie ma komputera. W logo Mercedesa nie ma ani samochodu, ani nawet silnika. Ale polskie miasta upierają się, by w swoich znakach promocyjnych upychać słoneczka, drzewka, pagórki i rzeczki. Czyli to, co mają najlepszego.

Litera „T” udaje grzybek. Na literze „h” wyrosła sosenka. Literę „ę” wieńczy żagielek. Tak oto – nieco dowcipnie, acz konkretnie – gmina Tuchola udowadnia przyjezdnym, że oprócz grzybobrania w jej borach można też osiągnąć jedność z naturą na pokładzie żaglówki. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że w logo Tucholi żaglówka dryfuje po rozległym, słonym jeziorze z łez, które wylał grafik, gdy projektował. Ten płacz dotyczy identyfikacji promocyjnej co drugiego miasta i części województw w Polsce.

Tuchola znaku promocyjnego potrzebowała, bo nie wypadało, by św. Małgorzata, widniejąca w oficjalnym herbie gminy, patronowała Świętu Latawca, Dniom Borów Tucholskich czy turniejowi piłki siatkowej o puchar burmistrza. Pod koniec kwietnia rozstrzygnięto otwarty konkurs na logo. Nagrodą dla zwyciężczyni był laptop wartości 2 tys. zł i zachwyty lokalnej władzy: „Jest napis Tuchola i elementy ściśle związane z naszą gminą. Są tu grzybek, sosna i woda” – cmokał burmistrz Tadeusz Kowalski. Wielu mieszkańców nie podziela jego ekscytacji. „Wygląda, jakby ...