POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 17 (2753) z dnia 2010-04-24; s. 21-23

Po katastrofie

Jagienka Wilczak

Los w plastrach

Ten zawód budzi respekt, zazdrość, lęk. Po katastrofie, jak teraz, piloci spotykają się ze współczuciem. I z podejrzeniami.

W Polsce jest kilka ścieżek zostania pilotem: najpierw aerokluby, w których zdobywa się licencję pilota turystycznego. Są komercyjne szkoły pilotażu, coraz ich więcej. Politechnika Rzeszowska, która jako jedyna kształci pilotów lotnictwa cywilnego, daje dyplom magistra inżyniera. Szkoli do licencji pilota zawodowego II klasy, ale licencję pilota liniowego transportowego trzeba zdobyć samemu, zwykle już po studiach. Można studiować pilotaż w Wyższej Oficerskiej Szkole Wojsk Powietrznych w Dęblinie i zostać pilotem wojskowym. Piloci wojskowi nie potrzebują licencji, żeby latać. Wystarczy legitymacja pilota i wojskowy etat.

W 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego – tym, który przewozi ważne osoby – latają absolwenci szkół wojskowych. Choć niektórzy uzyskali licencję z myślą o przyszłości w cywilu.

Płk Tomasz Pietrzak, były dowódca 36 Pułku, mówi, że chciał u siebie wprowadzenia licencji, standardów, jakie muszą spełniać cywilni piloci komunikacyjni. W oparciu o nie zamierzał budować przepisy. Bo są to standardy wyższe niż w wojsku. Przypomina, że występował w tej sprawie do MON, ale w resorcie ...