POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 90-91

Kultura

Ryszard Wolff

Lubieżna Louie

Gdy politycy zabierają się za cenzurowanie kultury, efekty bywają tragikomiczne. Przykładem jest słynna piosenka rockowa sprzed 60 lat, którą rozpracowywało FBI.

Przesłuchałem ten utwór w zwolnionym tempie. I usłyszałem słowa, które wywołały u mnie dreszcz niepokoju – zdradził dziennikarzom Matthew Welsh, gubernator Indiany, który na początku 1964 r. zakazał stacjom radiowym na terenie swojego stanu odgrywania piosenki „Louie Louie”. Opowiadała ona o samotnym marynarzu, który żeglował po Karaibach i wzdychał do swojej ukochanej o imieniu Louie, czekającej na niego na Jamajce. Wprawdzie gubernator Welsh niepokojących słów nie zacytował, ale J. Edgar Hoover, szef FBI, nie potrzebował argumentów. Jego ludzie natychmiast dostali zadanie udowodnienia, że niewinny standard rhythm’n’bluesowy to tak naprawdę plugawe wyznanie groźnego zboczeńca.

Co śpiewa ten wokalista?

„Louie Louie” skomponował Richard Berry, czarnoskóry wokalista R&B (bez związków ze zmarłym w marcu Chuckiem Berrym, poza pewnym wpływem, jaki Richard wywarł na jego twórczość). Jak twierdził, słowa spisał w przerwie między występami na kawałku papieru toaletowego. Utwór przeszedł do historii rocka jako najczęściej nagrywany przez innych wykonawców (szacuje się, że takich ...