POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 37 (2315) z dnia 2001-09-15; s. 32-33

Świat

Adam Waksman

Ludzie bez ziemi

Nie tylko Australia nie chce uchodźców

Problem miał potrwać trzy lata. Tak sądzono przed 50 laty, gdy ONZ powołała urząd komisarza do spraw uchodźców. Wtedy chodziło o uciekinierów zza żelaznej kurtyny. Pół wieku później – tej rocznicy nie ma co świętować – urząd działa dalej, ma coraz mniej środków i coraz więcej roboty. Dramat afgańskich uchodźców z frachtowca „Tampa” przypomniał światu, że współczesne wędrówki ludów bynajmniej nie ustały z magiczną datą roku 2000.

Już w rozmowie z „Polityką” sprzed jedenastu lat ówczesny wysoki komisarz ONZ do spraw uchodźców Norweg Thorvald Stoltenberg ostrzegał, że liczba uchodźców rośnie lawinowo (1980 r. – 7 mln, 1990 r. – 15 mln, w 2001 – według różnych szacunków od 12 do 20 mln), zaś międzynarodowe fundusze na pomoc dla nich nie nadążają. Dziś główne skupiska uchodźców są w Iranie i Pakistanie, gdzie schroniło się około 3,5 mln Afgańczyków, Tanzanii – ponad 0,5 mln uciekinierów z Burundi, w Sudanie – prawie 0,4 mln mieszkańców Erytrei, w Jugosławii i Chorwacji – prawie 0,5 mln uchodźców z Bośni i Hercegowiny, ponad 400 tys. Somalijczyków uciekło do Kenii, Etiopii i Jemenu, Chiny przyjęły prawie 400 tys. Wietnamczyków. W Rosji dwa lata temu liczba uchodźców z terenów objętych konfliktami wyniosła 337 tys., w Gruzji – 273 tys., w Azerbejdżanie – 551 tys. W 2000 r. uchodźców z Rosji było 24 tys., trochę więcej niż z&...