POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 24 (2197) z dnia 1999-06-12; s. 31-34

Świat

Piotr Pytlakowski

Małe Bałkany

Uchodźcy z Kosowa przybyli do ośrodka kolonijnego w Gołkowicach pod Starym Sączem w dwóch grupach. Ci, którzy dotarli w kwietniu, zamieszkali w drewnianych domkach kempingowych. Ci, którzy na krakowskim lotnisku wylądowali 8 maja, zajęli parterowy pawilon. I zaraz między domkami a pawilonem wybuchła wojna na tle etnicznym.

Słoneczny poniedziałek, 24 maja. Przed domkami wygrzewają się mężczyźni. Przed pawilonem bliźniacza grupa praży się w słońcu. Kobiety rozwieszają pranie, dzieci biegają między drzewami. Na pierwszy rzut oka ośrodek wygląda jakby właśnie trwały rodzinne wczasy. Ale oba turnusy dziwnych wczasowiczów rozdziela umowna granica, niewidzialna linia demarkacyjna. Domki mają do dyspozycji dwa automaty telefoniczne, pawilon - tylko jeden. Domki chodzą na spacery w lewo, pawilon w prawo. Posiłki w stołówce spożywają osobno.

Złoty sygnet i bransoletka

Ci z pierwszego turnusu zarzucili tym z drugiego, że kolaborowali z Serbami.

- To Cyganie - mówi Daut z grupy domkowej. - Dobrze ich w Kosowie poznaliśmy.

Ci z drugiego turnusu protestują: - Określili naszą narodowość według twarzy i koloru skóry, ale sami niczym się od nas nie różnią. Jesteśmy takimi samymi Albańczykami i muzułmanami.

- Przecież gołym okiem widać, jacy są śniadzi i ciemnowłosi - denerwuje się Agron ...