POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 29 (2461) z dnia 2004-07-17; s. 62

Kultura / Teatr

Agnieszka Celeda

Malta pod dachem

Co to za plenerowy festiwal, skoro dzieje się głównie pod dachem i na wszystko trzeba kupować bilety – złościli się bywalcy poznańskiej Malty. Ale taka jest tendencja, teatry plenerowe spoważniały.

Malta przestała być fiestą. Wielkim, ulicznym świętem sztuki, kiedy to niemal w każdym zaułku poznańskiego Starego Miasta i pod każdym krzakiem nad Jeziorem Maltańskim toczył się jakiś spektakl. Festiwal chce przemawiać do świadomego widza – takiego, który gotów jest kupić bilet i stawić się w określonym miejscu, dalekim od jego codziennych szlaków. Czy to nadmiar ambicji – czy jednak naturalna kolej rzeczy?

Ta ewolucja wynika w znacznej mierze z kierunku, w jakim zmierza światowy teatr plenerowy. Daje się zauważyć odwrót od wielkich widowisk. Zespoły takie jak Royal de Lux, który parę lat temu pokazał historię Egiptu jako monumentalny spektakl dla kilku tysięcy widzów, grają dziś dla paruset osób, które wykupiły bilety. Szef słynnego Teatro del Silencio Mauricio Celedón oświadczył wręcz, że do wielkich ulicznych spektakli nie wróci już nigdy. Skąd tak głęboka niechęć? Być może z reakcji na postępującą od lat komercjalizację i spłycenie sztuki. Komercjalizację, o której Lech Raczak, szef artystyczny Malty (...