POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 48 (3188) z dnia 2018-11-28; s. 46-48

Świat

Marek Rybarczyk

Mamy wyjście?

Jeśli nie ma dobrego rozwiązania w chaosie negocjacji brexitowych, to trzeba zresetować tę grę i powtórzyć referendum – tak uważa coraz więcej brytyjskich polityków i zwykłych obywateli.

W niedawnej karykaturze „Timesa” ekscentryczny lider brexitowców Jacob Rees-Mogg z wypiętym kaczym kuprem skacze z białych klifów koło Dover. Na skrzydłach ma napis „brexit”, a w sercu wiarę, że musi się udać. Na dole widać poprzedniego śmiałka, który się roztrzaskał. Taką właśnie, łatwą do przewidzenia, katastrofą skończyły się rokowania Brytyjczyków z Unią. To twarde lądowanie powoli zmienia jednak nastroje w Londynie.

Nie tak dawno, bo rok temu, i konserwatyści, i laburzyści szli do wyborów pod hasłem dokończenia dzieła brexitu. Teraz już sama premier Theresa May przyznaje, że Brytyjczycy mają wciąż trzy opcje: wynegocjowane przez nią porozumienie brexitowe, wyjście z Unii na dziko, czyli tzw. twardy brexit, i... powtórzenie referendum w sprawie wyjścia z Unii. O nowym głosowaniu ludowym (people’s vote) przebąkują już nawet jej ministrowie.

Bo jakieś wyjście z tej gmatwaniny musi być. Obecnej sytuacji mają już powoli dość stoiccy zwykle Brytyjczycy, którzy przecież uwielbiają labirynty. Zdobią nimi ogrody arystokratycznych ...