POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 104

Wspomnienie

Krzysztof Burnetko

Marek Edelman (1919–2009)

Od początku niczego innego nie robię, tylko decyduję o ludzkim życiu” – mawiał. Faktycznie: najpierw w getcie warszawskim musiał wybierać, kogo z przyjaciół, gdy było to możliwe, wyprowadzić z Umschlagplatzu, czyli przynajmniej na jakiś czas uratować od śmierci. Jako komendant powstania w getcie odpowiadał za życie podwładnych. A potem jako lekarz wielokrotnie podejmował nowatorskie terapie w beznadziejnych, zdawałoby się, przypadkach. „Jeśli przeżywało pięciu z dziesięciu chorych, to już był sukces. Gdybyśmy nie ryzykowali, umarliby wszyscy” – tłumaczył. Zarzekał się, że nie spotkał chorego, który chciałby umrzeć: „Każdy chce jeszcze raz zobaczyć ukochaną wnuczkę albo chociaż słońce”. Nic dziwnego, że był zdecydowanym przeciwnikiem eutanazji. Jeśli nie mógł już pomóc, to starał się przeprowadzić pacjentów przez śmierć. A młodym lekarzom zalecał: „Czasem ważniejsze jest potrzymanie chorego za rękę, niż okładanie go zimnymi elektrodami medycznych urządzeń”.

Decydował o ludzkim życiu w jeszcze jeden sposób. Hanna Krall, autorka słynnej książki o Edelmanie „Zdążyć przed Panem Bogiem”, wyznała, że kiedy ...