POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 17 (2242) z dnia 2000-04-22; s. 34-35

Kraj

Jagienka Wilczak

Marek od marek

Urządził w noclegowni koło fortuny

Marek W., bezdomny z Leszna, rozdał bezdomnym kilka tysięcy niemieckich marek. Zabrał je z domu kolegi Aleksandra B. Aleksander zmarł na zawał. Marek nie czuje się winny. Mówi: – Aleksander zrobił mi świństwo.

Markowi W. runął świat na głowę pod koniec ubiegłego roku, gdy z nastaniem chłodów trafił do noclegowni dla bezdomnych. W jego aktach odnotowano, że jest całkowicie pozbawiony środków do życia. W noclegowni miał dach nad głową, ciepłą wodę, łóżko i koc w biało-zieloną kratę. – Nie znałem tam nikogo. To nie było moje środowisko: nie jestem alkoholikiem ani żebrakiem z ulicy Słowiańskiej – opowiada.

Świat Marka W. to zasobny dom rodzinny, z którego wyniósł kindersztubę. Ojciec był dyrektorem banku spółdzielczego, matka zubożałą szlachcianką, główną księgową. Brat jest doktorem, psychoterapeutą w Lublinie, siostra pielęgniarką na rencie. Marek W. też miał zostać kimś. – Nie skończyłem studiów, bo prowadziłem lekkomyślny tryb życia. Miałem pociąg do długich wakacji i żaglówek. Lubiłem wino, kobiety i śpiew. Handlowałem złotem i dolarami – opowiada. Z powodu tych słabości wyrzucono go z sześciu liceów. Matury też nie zrobił, pozostało mu jednak liczne grono ...