POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 4 (2229) z dnia 2000-01-22; s. 62

Społeczeństwo / Prawo

Aleksander Chećko

Marsz po pasach

Co zrobić, żeby zachować wolność zgromadzeń, a miasta były przejezdne

Z faktu, że Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu legislacyjną inicjatywę Pawła Piskorskiego, posła UW i prezydenta Warszawy, w sprawie zaostrzenia warunków zgromadzeń, płynie wniosek, że zamiast ograniczać prawo do protestów, trzeba je raczej cywilizować. Należy w tym celu chcieć i umieć wykorzystać istniejące przepisy.

Wśród setek zgromadzeń, z których większość co roku paraliżuje stolicę, przynajmniej cztery godne są odnotowania z różnych powodów.

• Po rozpędzonej przez policję w 1993 r. demonstracji liderów PC wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny. Stwierdził bardzo ograniczone prawo gminy do zakazywania manifestacji. Wykluczył dowolność w wyznaczaniu demonstrantom innego miejsca i czasu zgromadzenia.

• W 1995 r. manifestujący pod URM ranili wielu policjantów. W sprawie najciężej pobitego (będzie kaleką do końca życia) toczyło się wielomiesięczne śledztwo. Mimo okazywania setek zdjęć setkom świadków, zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

• Podczas manifestacji załogi Łucznika pod MON w czerwcu 1999 r. doszło do rozruchów. Byli ranni. Młody i energiczny prezydent Warszawy (twórca hasła „Metro + obwodnica = stolica”) w liście do premiera proponował uzależnienie rozmów władzy z nagminnie wówczas demonstrującymi od „zmiany formy protestu na mniej dokuczliwą dla mieszkańców”. Nie doczekał się żadnego poparcia. Zaczął działać na własną rękę. Zabronił zaplanowanego jako największe w&...