POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 22 (2909) z dnia 2013-05-27; s. 22-25

Kraj

Joanna Cieśla

Marzenia codzienne

10 lat temu zapytaliśmy Polaków, o czym marzą. Powtórzyliśmy tamto badanie. Dziś wyraźnie rzadziej marzymy o nowych samochodach, a częściej o dobrym zdrowiu. I o odrobinie świętego spokoju.

Badaczom marzeń – bo i tacy są – wychodzi, że one pojawiają się przed zaśnięciem. Albo w podróży. Albo za kierownicą. Wbrew pozorom, dodaje Amerykanin Jerome Singer, psycholog, który poświęcił książkę zagadnieniom marzycielstwa, najwięcej marzeń snują nie dzieci albo młodzi – lecz ludzie w wieku około 50 lat.

Lista marzeń to zwykle nośnik informacji o marzących. O ich celach, wyznawanych wartościach, tęsknotach. O dziwo, w praktyce zdecydowanie najczęstsze są marzenia możliwe do realizacji i konkretne. Marzymy raczej o awansie albo nowym mieszkaniu niż o strzelaniu karnych przy owacjach tłumów.

Tyle ogólnoludzka statystyka. Według polskiej, rodzimej, marzymy coraz rzadziej. W badaniach TNS Polska na zlecenie POLITYKI (patrz s. 24) aż 18 proc. pytanych powiedziało, że nie ma żadnych marzeń. Dwukrotnie więcej niż przed dekadą. To może świadczyć i dobrze, i źle o ich kondycji. Ranking marzeń rodaków w najnowszych badaniach otwiera zdrowie. W poprzedniej edycji to dobro też plasowało się na podium, na drugim miejscu, ale dziś tych, ...

W podróż życia – Mariusz, 40 lat, inżynier z Opola

Wychowałem się na małopolskiej wiosce w rodzinie chłoporobotniczej, to znaczy: rodzice pracowali, a po pracy obrabiali kawałek pola, które mieli przy domu. Ja też po szkole musiałem im na tym polu pomagać. Ale miałem ciocię nauczycielkę – siostrę taty – która zawsze zabierała mnie do największych miast, do kin i teatrów. Dzięki czemu później, gdy znów pracowałem w polu z rodzicami, mogłem marzyć, że ja sam nie będę tak ograniczony – przestrzennie i życiowo.

Takie marzenia o wyrwaniu się z codzienności są chyba bardzo powszechne, może nawet pierwotne. Ja – dzięki cioci uwierzyłem, że ich spełnienie jest w gruncie rzeczy proste. Ustawiłem swoją naukę, wybór studiów, pod kątem przyszłych zarobków – bo to oznacza szansę na jeżdżenie po świecie. I wyszło.

Teraz okazuje się jednak, że takie podróże, jakie najbardziej by mnie pociągały – na kilka miesięcy, w odległą część świata, bez planu – to coś, czego boi się moja żona. Szczęśliwie, okazję do podróży ciągle daje mi praca. Na przykład dwa razy byłem już w Kazachstanie. To upewniło mnie, że ta moja podróż marzeń – bo wciąż taka jest przede mną – powinna prowadzić na Wschód.

Zamknąć drzwi – Elżbieta, 32 lata, polonistka spod Katowic

Mój ojciec pił. Matka też piła i ogólnie miała luźne podejście do życia. Oprócz mnie ma jeszcze dwoje dzieci, każde z kim innym. Nikt nigdy się o mnie specjalnie nie troszczył, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek marzyła o rodzinie z prawdziwego zdarzenia.

Jako nastolatka rozpływałam się za to w marzeniach o wielkiej niespełnionej miłości. Nie wiem, dlaczego sprawiało mi to przyjemność. Marzyłam ciągle – w autobusie, w drodze do szkoły, przed snem. Los okazał się przewrotny i wyszłam za rycerza na białym koniu. Może to głupio brzmi, ale naprawdę tak myślę o Pawle. Pracuje na budowach. Jest moim przyjacielem.

Krótko po tym, jak urodził nam się syn, straciłam pracę. I znowu zaczęłam marzyć: o tym, żeby coś znaleźć, trochę odciążyć Pawła. Potem, żeby założyć własne przedszkole. W wyobraźni uczyłam ich rysowania, recytacji wierszyków. I miałam z tego pieniądze. Marzenie zmieniło się w pomysł, który prawie wszyscy wykpili: „Prywatne przedszkole? W tym mieście? Idź lepiej do Biedronki na kasę”. Ale marzenie było silniejsze. Teraz mam najwspanialszą pracę na świecie. Co rano słyszę „kocham cię, ciociu” i nawet nie wiedziałam, jak bardzo potrzebuję tej miłości. W pełni ją odwzajemniam.

Ale jednocześnie przez to, że przez radnych i rodzimą dyrekcję oświaty czuję się traktowana jak intruz i cwaniak, stałam się realistką. Moja umiejętność marzenia znikła. Już nie marzę. Przed snem zbyt wiele czasu zajmuje mi opanowanie emocji – i tych dobrych, wynikających z mojej pracy z dziećmi, i tych, które mnie wyniszczają, gdy rozmawiam z urzędnikami. Przed snem w myślach układam teraz scenariusze rozmów z urzędnikami, pracownikami i tak dalej. Jeśli jeszcze marzę, to o jakimś niedostępnym dla innych pokoiku. Żeby się w nim zamknąć i żeby nikt o nic nie pytał.

Przystopować – Aleksandra, 36 lat, prawnik, wyspa Flores

Jako mała dziewczynka marzyłam o tym, żeby zostać archeologiem, odnajdować ślady dawno zaginionych kultur. Ale gdy przyszło do wyboru zawodu, zwyciężył pragmatyzm: poszłam na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po pięciu latach studiów okazało się, że nie jestem w stanie znaleźć żadnej pracy. Choć chyba tak naprawdę tego nie pragnęłam, gdzieś w środku ciągle marzyłam o swobodniejszym, bardziej niezależnym życiu.

Z braku innych perspektyw po dyplomie pojechałam do Meksyku, potem na Malediwy, pracować jako dive master – podwodny przewodnik (w czasie studiów udzielałam się w akademickim klubie podwodnym Krab). W końcu, trochę przypadkiem, trafiłam na indonezyjską wyspę Flores, tuż przy Parku Narodowym Komodo. Zbudowałam łódź. Dziś prowadzę centrum nurkowe. Łodzie mamy już trzy. Urodziłam syna. Wiem, że żyję życiem, które wielu ludziom wydaje się spełnieniem marzeń. I może dlatego ciągle rozmyślam, jak to ze mną jest.

Bo tak: jestem zadowolona i czuję się dość zabezpieczona na przyszłość, zarówno finansowo, jak i mentalnie. Uważam, że zawsze dam sobie radę, mam nawet za dużo pomysłów na biznesy. Ale marzę o tym, żeby docenić to, co mam i nie szarpać się ciągle. Osiągnąć spokój duszy, dać sobie prawo do przystopowania. Do zaakceptowania tego, że jestem tutaj i robię to, co robię, a nie na przykład zdobywam 8-tysięczniki czy pracuję na tych nowo odkrytych wykopaliskach. Że wszystkiego nie przeczytam, nie wszędzie pojadę, nie wszystkiego doświadczę. Marzenie ściętej głowy?

Załączniki

  • Jakie są pana(i) trzy najważniejsze marzenia, o czym pan(i) marzy?

    Jakie są pana(i) trzy najważniejsze marzenia, o czym pan(i) marzy?