POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 51 (2634) z dnia 2007-12-22; s. 144-147

Ludzie / Obyczaje

Natalia Gańko

Matka wysiedlonych

A gdyby tak założyć Centrum przeciw Wypędzeniom we Wleniu zamiast w Berlinie czy Wrocławiu? I niechby nosiło imię Marii Nikolin, która całe życie godziła przesiedlonych po wojnie Niemców i Polaków.

Listy od wysiedlonych po wojnie z Wlenia (niem. Lähnn) leżały na strychu tak długo, że część z nich zjadły myszy. Adresatka Maria Nikolin nie żyje. Urodziła się w 1920 r. w Prusach we wsi Wiesenthal (dziś Bystrzyca), w majątku Wernhera von Brauna, tego od rakiet V-2, który po wojnie trafił do niewoli amerykańskiej i dla NASA przygotował patent lotu na Księżyc.

U von Brauna ojciec Marii był masztalerzem, mama gosposią. Obydwoje Polacy na Dolny Śląsk przyszli za pracą. Z małą Marią przenieśli się do Wlenia. Wokół kwitł kult Bismarcka z żelazną nienawiścią do polskich dzieci z Wrześni, które kiedyś strajkowały, zamiast wkuwać niemiecki. Maria Nikolin uczyła się pisać gotykiem, po szkole chodziła na próby chóru kościelnego, z Gertrud i Hellą na wzgórzu zamkowym robiły żywe obrazy, w strojach z epoki deklamowały Goethego. Jeszcze w sierpniu 1945 r. koledzy z Wehrmachtu słali pocztą polową pocztówki z króliczkami i Adolfem na ...