POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 18 (2191) z dnia 1999-05-01; s. 20-25

Kraj

Piotr PytlakowskiWojciech Sumliński

Matnia terespolska

W cieniu terespolskiego przejścia granicznego nastąpiła zamiana ról. Policjanci boją się złodziei, celnicy przemycają, prokuratorzy biorą łapówki. Brudne pieniądze napędzają lokalne fortuny. Już nie wiadomo, kto pilnuje przestrzegania prawa, a kto je łamie.

O młodszym aspirancie Tadeuszu S., oficerze dyżurnym komisariatu policji w Małaszewiczach, rzecznik prokuratury okręgowej w Lublinie Andrzej Wasiak mówi w czasie przeszłym: - Miał świetlaną przeszłość. Uratował życie konduktorowi PKP, którego bandyci chcieli wyrzucić z pociągu. Uchronił 10-letnią dziewczynkę przed zgwałceniem i uduszeniem, z narażeniem życia schwytał sprawcę. Wyratował tonącą kobietę. Był odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, medalem Za wzorową Służbę w Policji, otrzymał nagrodę Wawrzyn Podlasia, wybrano go na laureata plebiscytu "Magazynu 997" i "Gazety Policyjnej". Był gościem programu telewizyjnego "Zwyczajni - niezwyczajni".

Prokurator przerywa szkicowanie życiorysu bohatera i czyta z podręcznych akt: "9 maja 1998 r. Tadeusz S. utrudnił postępowanie karne przeciwko Januszowi S., podejrzanemu o usiłowanie zabójstwa, w ten sposób, że telefonicznie uprzedził Janusza S. o planowanym zatrzymaniu, za co grozi mu kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności".

Policjant Tadeusz S. przyznał się do zarzucanego mu czynu. Zawieszono go w czynnościach służbowych, prawdopodobnie zostanie dyscyplinarnie zwolniony z policji. Czeka go proces karny. Na pytanie, dlaczego uprzedził gangstera i umożliwił mu ucieczkę, odpowiada krótko: - Ze strachu.