POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 16 (3207) z dnia 2019-04-17; s. 32-34

Społeczeństwo

Edyta Gietka

Mazowszanki

Paniom z Mazowsza melodramat „Zimna wojna” przypomniał tamte gorące lata.

Maria Jopek, wdowa po chórzyście Stanisławie, po seansie „Zimnej wojny” dostała od wspomnień – jak mówi – migotania przedsionków. Skąd – zachodziła w głowę – reżyser wiedział o papierosie palonym wspólnie przez małżeństwo Sygietyńskich, od których Mazowsze się zaczęło.

Czarno-biały nastrój „Zimnej wojny” zahipnotyzował cały świat. Skoro płakały nawet Amerykanki, którym zapewne jest obojętna Polska lat 50., cóż dopiero mówić o tamtych dziewczynach. Ocierały łzy na napisach końcowych starodawną chusteczką. – Toż to taniec nostalgii – streszczały sobie fabułę telefonicznie. Z racji kolan zwyrodniałych od tańca rzadko spotykają się vis-à-vis przy herbatkach. W miłości między kompozytorem Wiktorem a solistką Zulą o głosie jak dzwon, których komunizm co chwila rozłącza, odnajdywały własne, choć niedosłowne, historie.

Każdego maja do dawnego sanatorium Towarzystwa dla Nerwowo i Psychicznie Zmęczonych w Karolinie, zajętego po wojnie przez Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze, wracają tamte celebrytki sprzed lat. Serdecznie podejmują je dzisiejsi tań...