POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 48 (3188) z dnia 2018-11-28; s. 21-23

Polityka

Malwina Dziedzic

Mecenas dyżurny

Roman Giertych ewoluuje. I choć dziś jest zagorzałym obrońcą praworządności, bywalcem antyrządowych manifestacji oraz prawnikiem wielu polityków opozycji, ciągnie za sobą ogon – dawnych wypowiedzi, działań, poglądów. Czy utrudni mu to powrót do polityki?

Nowy Świat. Klasycystyczna kamienica w centrum Warszawy, zadbane podwórze z posągiem jelenia pośrodku i wartą kilkaset tysięcy złotych czarną limuzyną nieopodal. W oficynie urzędują myśliwi, na pierwszym piętrze – Roman Giertych. To tu, równo kilometr od Sejmu, otworzył swą kancelarię adwokacką. Na końcu przedzielonej szklanymi drzwiami amfilady, w eleganckim gabinecie, obszernym na tyle, że nie przytłaczają go skórzane fotele i ciężkie drewniane meble, powiesił zdjęcia z audiencji rodziny u kolejnych papieży. Nad biurkiem zaś – ramę z modlitwą: „Św. Tomaszu Morusie, Ty wiesz co to znaczy czekać na wyrok. Daj mi cierpliwość czekania, pokorę przy zwycięstwach, radość przy porażkach, ale daj mi też wygrać sprawę o którą proszę!” [pis. oryg.]. Średniowieczny prawnik, pisarz i poseł – męczennik obwołany patronem polityków – jest dla Romana Giertycha wzorem. Słowa modlitwy, jak mówi, adwokat powtarza przed wyrokami w trudnych sprawach.

Do zawodu wrócił po nieudanym koalicyjnym romansie z PiS, kiedy jesienią 2007 r. wylądował na politycznym marginesie. I nie bieduje. Postawił okazałą willę ...