POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 33 (2206) z dnia 1999-08-14; s. 70

Społeczeństwo

Tadeusz OlszańskiArtur Górski  [wsp.]

Medal albo śmierć

W rok po zdobyciu mistrzostw świata w zawodowym kolarstwie 23-letni Amerykanin Lance Armstrong dowiedział się, że ma wyjątkowo złośliwy nowotwór jąder. Lekarze dawali mu 50 proc. szans na powodzenie terapii antyrakowej. Tyleż na przeżycie.

Był to rok 1995. Armstrong podjął walkę i wyszedł z niej zwycięsko. Po półtora roku wznowił treningi. A teraz wygrał jedną z najtrudniejszych imprez, słynny Tour de France! Jeszcze raz okazało się, że sportowa sprawność i charakter dają niezwykłe rezultaty w zmaganiach również o własne zdrowie. Niejednokrotnie wbrew lekarzom, a nawet - wydawałoby się - zdrowemu rozsądkowi.

Amerykański pływak John Devitt na tydzień przed olimpijskimi eliminacjami w 1960 r. przeszedł operację wyrostka robaczkowego. Był najlepszym sprinterem. Do igrzysk w Rzymie zostało jeszcze miesiąc, ale w USA obowiązywała wtedy zasada, że kto nie uczestniczy w eliminacjach, ten nie jedzie na olimpiadę. Lekarze zabronili startu pacjentowi. Ten jednak zaryzykował. Na bandaże włożył slipy. Zakwalifikował się do ekipy, a potem zdobył złoty medal na 100 m kraulem. Podobnie było z Bikilą Abebe z Etiopii. Swoje drugie zwycięstwo olimpijskie w maratonie odniósł w Tokio w kilka tygodni także po operacji wyrostka. W czasie biegu na 42-kilometrowej trasie prawą dłoń ...