POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 11 (3050) z dnia 2016-03-09; s. 88-90

Kultura

Dorota Szwarcman

Medal się przyda

Jerzy Maksymiuk urodziny ma w kwietniu, ale już 9 marca odbędzie się benefisowy koncert w Operze Narodowej. I gdyby nie potężne obchody, tę osiemdziesiątkę można by wziąć za jego kolejny żart.

Gdy widzi się, jak żywiołowy jest na estradzie, trudno w to uwierzyć. Sam ma z tym trudności. – Za dużo tych lat – powiada. Ale miał ostatnio możność poczuć się młodym. W lutym na koncercie zamykającym festiwal Łańcuch, organizowany przez Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego, dyrygował dwiema III Symfoniami: patrona festiwalu oraz Jana Krenza, jednego z najwybitniejszych polskich dyrygentów, a zarazem znakomitego kompozytora (który w lipcu będzie obchodził jeszcze efektowniejszy jubileusz: 90-lecie). Dziękując Maksymiukowi za wykonanie, Krenz wspomniał przy okazji żartobliwie: – Lutosławski powiedział mi kiedyś, że jestem najlepszym interpretatorem jego muzyki. Ale ciebie, Jurku, jeszcze wtedy nie było na świecie!

Przed przerwą przedstawiciele towarzystwa wręczyli mu Medal Lutosławskiego. Odpowiedział podziękowaniami, ale już z myślą o utworze, który miał wykonać za chwilę, a który „jest znakomity i tak trudny, że medal się przyda”. Na przerwie – jak to często zdarza mu się w ostatnich latach – siadł do fortepianu i grał „Danse” Debussy’ego. Grywa też w takich sytuacjach Ravela, Gershwina, a nawet Bacha – wszystko w lekkiej własnej modyfikacji. Ani przez chwilę nie ...