POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 40 (3180) z dnia 2018-10-03; s. 46-48

Świat

Artur Domosławski

Mesjasz

Mniej niż połowa Brazylijczyków popiera dziś demokrację. Nie dziwi więc, że w sondażach przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi prowadzi wiecowy krzykacz, który demokracją i prawami człowieka otwarcie gardzi.

Zdarzyło się na początku września, w mieście Juiz de Fora. Jair Messias Bolsonaro, kandydat na prezydenta, przeciskał się przez tłum zwolenników. Jedna z wyciągniętych ku niemu rąk trzymała nóż. Szybkie uderzenie w brzuch, grymas bólu na twarzy, Bolsonaro przechyla się do tyłu, wrzaski wkoło. Potem błyskawiczna akcja, pogotowie ratunkowe, szpital… Przeżył, rana nie była głęboka. Zamachowiec okazał się „samotnym wilkiem”, nic nie wskazuje na polityczny spisek.

W jednej chwili Bolsonaro zyskał sympatię i współczucie. Nagle niektóre z jego obłędnych postulatów, m.in. rozszerzający prawo policji do używania broni, zyskały uzasadnienie w oczach rozemocjonowanych tłumów. Choć byli i tacy – jak np. usunięta z urzędu prezydenckiego Dilma Rousseff – którzy odważyli się zwrócić uwagę, że kto nienawiść sieje, ten zbiera jej żniwo. Dilma, jak mówią o niej poufale Brazylijczycy, miała powód, by nie okazać rannemu empatii (o tym za chwilę).

Przez całą kampanię Bolsonaro z powodzeniem stosował ...