POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 26 (2147) z dnia 1998-06-27; s. 84-88

Na własne oczy

Sławomir Mizerski

Męskie fantazje

Kiedy spotka się ze sobą dwóch miłośników fantastyki, nie dzieje się jeszcze nic szczególnego. Gdy spotka się ośmiu, może być z tego niezła impreza. Ale jeśli w różnych miejscach regularnie spotyka się ze sobą kilka tysięcy fanów, znaczy to, że istnieje fandom. W Ameryce fandom powstał w latach 30., kiedy okazało się, że do zdynamizowania sprzedaży literatury fantastycznej wystarczy zrzeszyć jej sympatyków i dać im poczucie przynależności do grona Wtajemniczonych. Polski fandom tworzył się w epoce późnego Gierka, między innymi jako lekarstwo na samotność i poczucie ideowego skoszarowania. Potem przeprowadził całe pokolenie fantastów przez smutek stanu wojennego. Dzisiaj nadal ma się dobrze i niedawno spotkał się w krzyżackim zamku w Nidzicy na Piątym Festiwalu Fantastyki.

Fandom to grupa zwarta, chociaż w subtelny sposób zhierarchizowana. Jej czubek stanowi pisząca elita. Zaraz po niej idą ci, którzy czytają. - Czytanie było pierwsze, dlatego stanowi najwyższą formę aktywności fana - wyjaśnia Michał z Krakowa. Czytacze z pewną ironią odnoszą się do oglądaczy, którzy ponad książki przedkładają kasety wideo, ci zaś ze zrozumiałym lekceważeniem odnoszą się do amatorów gier role-playing i karciarzy (którzy po cichu i tak są przekonani, że gra jest formą najwyższą).

Podczas zlotów najbardziej liczy się poczucie wspólnoty. Fandom popija piwo, po raz kolejny ogląda "Gwiezdne Wojny" i wcinając zupę pomidorową, dyskutuje o ważnych sprawach. Na przykład o przyszłości Ziemi. Nie wygląda ona bynajmniej różowo.

- My tu sobie siedzimy, a efekt cieplarniany ma miejsce i od Antarktydy odrywają się bloki lodu wielkości województwa krakowskiego - ostrzega pisarz Marek Oramus, którego na równi z niszczycielską działalnością człowieka zasmuca fakt, że kelnerka od 15 minut nie przynosi mu zamówionego piwa.

Andrzej Zimniak, pisarz i doktor chemii w ...