POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 40 (2370) z dnia 2002-10-05; s. 16

Komentarze

Marcin Meller

Miałeś, Marian, złoty róg

Gdyby przyznawali Nobla za zmarnowane szanse, Krzaklewski byłby faworytem

Mógł zrezygnować sam, na początku zjazdu; wtedy może uratowałby twarz. Ale nie. Brnął do końca z jakąś ponurą desperacją, jakby chciał wyczerpać limit wszelkich klęsk, których może doświadczyć polityk. Nie wycofał się nawet wtedy, kiedy pozostał już jedynym kandydatem i mimo tego nie wygrał wyborów. Dwie trzecie delegatów Solidarności, jego związku, głosowało przeciw niemu, a on z uporem godnym nie wiadomo jakiej sprawy pogrążał się dalej. Na co liczył? Że jeszcze raz uda mu się w korytarzowych rozmowach zmontować tymczasową koalicję, przekonać, że jest mniejszym złem. Musiał dopiero usłyszeć gwizdy i tupanie sali, by powiedzieć: rezygnuję. Tak oto dopełniła się zadziwiająca historia wielkości i upadku Mariana Krzaklewskiego. Gdyby przyznawali Nagrodę Nobla w dziedzinie zmarnowanych szans, byłby murowanym kandydatem.

Pięć lat temu miał wszystko. Przewodził pospolitemu ruszeniu prawicy, która po klęsce wyborów 1993 r. grzecznie (do czasu) skupiła się pod jego przywództwem. Wygrał wybory parlamentarne i mógł zostać premierem. Wtedy też rozpoczął się jego upadek. Chciał zostać prezydentem, powtó...